Długi czerwcowy weekend w okolicach Makowa Podhalańskiego. Pogoda kapryśna, raz ostre słońce, raz geste chmury i deszcz. Wycieczki raczej bliższe niż dalsze - bo z Młodym ... no i my mieszczychy jesteśmy...ale moja "dusza odkrywcy" się rwała.... Grzechynia to mała wioska - jak każda na Podhalu, nic szczególnego, ani stara ani nowa wieś. Krajobrazy przyjemne, nie powiem - zachód słońca trwa tam nieporównywalnie dłużej niż w mieście. A Skawa okazała się ciepła i przyjemnie było pobrodzić i poskakać po kamieniach. W Zawoi tylko krótki wypad kolejką na Mosorny Groń. Widok ze szczytu na pasmo Babiej; niestety na górze przywitał nas tylko wiatr i deszcz, zaplecze turystyczne żadne, przez co miejsce traci dużo ze swego uroku.