Posty

Słowenia. Bovec. Rowerowo

Obraz
 Boże Ciało w tym roku postanowiliśmy wykorzystać na grupowy wypad na Słowenię. Plany były ambitne - Mangart, ferrata. Jednakże pogoda, zarówno krótkoterminowa (prognozowane deszcze) jak i długoterminowa (przedłużające się wiosenne zimno i śniegi), sprawiły że nasz plan nie wypalił - droga na Mangart okazała się zamknięta, a właśnie w czerwcu ją zwykle otwierają. Ale po kolei... Świąteczny czwartek, od wczesnego poranka, spędzamy w podróży - to ok. 8 godzin jazdy samochodem.  Po drodze piękna pogoda, ciepło, słońce... może jednak deszczowe prognozy się nie sprawdzą? Po przyjeździe do Boveca (nasza miejscówka to  https://hostelsocarocks.com/en/, polecam!) chcemy wykorzystać piękną pogodę i rowery elektryczne wypożyczone przez znajomych - jedziemy na krótką wycieczkę! Od początku widoki nam zapierają dech - zieleń traw i wzgórz na tle błękitnego, bezchmurnego nieba! Oczywiście, niepomni wskazówek od znajomych, wybieramy swoją trasę, w efekcie czego błądzimy, przepychamy row...

Słowenia. Bovec. Svinjak

Obraz
Wypad do Słowenii miał na celu górskie wędrówki. Pogoda jednak nie pozwoliła na plan A (Mangart), więc szybko znaleźliśmy plan B: Svinjak 1653m npm. Góra tuż obok Boveca, widziałam ją jadąc na rowerze. Góruje nad okolicą z charakterystycznym kształtem - niektórzy nazywają ją Słoweńskim Matterhornem! Ruszamy z Kal-Koritnica, chmury powoli się podnoszą po wczorajszym deszczowym dniu, ziemia paruje. Widzimy nasz cel - wydaje się daleko... Szlak od początku prowadzi dosyć mocno pod górę, a przy parnej pogodzie jest mi od razu bardzo gorąco! Na szczęście więszka część wiedzie przez las, bukowy, grabowy, trochę przypominający naszą Jurę Krakowsko - Częstochowską. Tylko że tu rosą dzikie fiołki aplejskie. Im wyżej, tym lepsze widoki się otwierają przed nami. Gdzieś na wyskości 1400m npm szlak wiedzie już przez łąki, więc widoki sztos na dolinę Socy, idealnie aby się zatrzymać na złapanie oddechu. Na szczycie stoi mała metalowa puszka, podobna do tej dużej na Triglavie - taka rakieta. No i są ...

Słowenia. Przełęcz Vrsic i Kranjska Gora

Obraz
 Piątek, czyli pierwszy pełny dzień po przyjeździe, zgodnie z prognozami, był deszczowy. Gęsty, mocny deszcz nie odpuszczał rano, nie było szansy nawet na spacer. Przedpołudnie spędziliśmy więc nad grami - magnetyczne kamyczki super sprawa! Ale po południu postanowiliśmy się ruszyć.  Samochodem wjeżdżamy na przełęcz Vrsic - pamiętam to miejsce z 2017 roku, kiedy szliśmy stąd na Prisojnik. Mijamy Camp Trenta, tu wtedy spaliśmy. A potem zaczyna się serpentynka pod górę. Na przełęczy widoków prawie zero, wszystko przykryte deszczowymi chmurami, lekko kropi. Idziemy się rozgrzać  w Tičarjevskim domu na Vršiču, a po drodze barany, im deszcz nie straszny. W schronisku pusto - przy tej pogodzie to nie dziwne; ale jest rozgrzany piec kaflowy, kakao i Gibanica - niesamowite ciasto! Jest w nim wszystko, i smakuje obłędnie. Wsiadamy w samochody i zjeżdżamy do Kranjskiej Gory - koleżanka chciała fotkę w słynnej ramce nad jez.Jasna. Owszem, ramka fajna, ale widoków nie ma. A jeziorko ...

Podsumowanie maja

Obraz
 Maj miał swoje "momenty". Niby spokojny, ale coś się działo. Majówka w domu, ciepła, spokojna, leniwa. Udało się posiedzieć na balkonie, a nawet złapać drzemkę w hamaku. Jak tylko była dobra pogoda, to starałam się ją wykorzystać - spacer po parku w Kazimierzu albo wycieczka rowerowa nad Balaton. Maj to oczywiście imprezy rodzinne. W tym roku dwie komunie. Ale najważniejsze oczywiście urodziny K - tarta kinder bueno na zamówienie solenizanta. Odkryłam pyszny rabarbar pod kawową kruszonką - obłedny! i Poczyniłam zakupy w Bolesławieckim sylu - odwiedziłam sklep Skarby Ceramiki u Moniki w Dąbrowie Górniczej, ale ostatecznie zakupy zrobiłam online. A na zakończenie miesiąca, taki powiedzmy Dzień Matki, pizza w sylu Detroit w KatoPizza. Dobre. Potem wyjazd do Francji i ot... miesiąc się skończył.