Słowenia. Bovec. Svinjak
Wypad do Słowenii miał na celu górskie wędrówki. Pogoda jednak nie pozwoliła na plan A (Mangart), więc szybko znaleźliśmy plan B: Svinjak 1653m npm.
Góra tuż obok Boveca, widziałam ją jadąc na rowerze. Góruje nad okolicą z charakterystycznym kształtem - niektórzy nazywają ją Słoweńskim Matterhornem!
Ruszamy z Kal-Koritnica, chmury powoli się podnoszą po wczorajszym deszczowym dniu, ziemia paruje. Widzimy nasz cel - wydaje się daleko...
Szlak od początku prowadzi dosyć mocno pod górę, a przy parnej pogodzie jest mi od razu bardzo gorąco! Na szczęście więszka część wiedzie przez las, bukowy, grabowy, trochę przypominający naszą Jurę Krakowsko - Częstochowską. Tylko że tu rosą dzikie fiołki aplejskie.
Im wyżej, tym lepsze widoki się otwierają przed nami.
Gdzieś na wyskości 1400m npm szlak wiedzie już przez łąki, więc widoki sztos na dolinę Socy, idealnie aby się zatrzymać na złapanie oddechu.
Na szczycie stoi mała metalowa puszka, podobna do tej dużej na Triglavie - taka rakieta. No i są dwie kozy, wogóle nie bojące się ludzi, ba! chętnie zlizujące z nas pot (sól?!) oraz zaglądające do naszych plecaków. Musimy się nieźle odganiać od ich natrętnego zachowania.
Na górze jest tak pięknie, że nie chce nam się ruszać. Siedzimy, leżymy, odpoczywamy, słońce nas rozleniwia a widoki produkują endorfiny.
Ale koło 15-stej postanawiamy zacząć zejście - wejście było długie i męczące, więc zejście nie będzie lepsze.
A jest dodatkowa trudność: kozy postanowiły schodzić z nami! Szalone biegną albo obok nas po skałach, nigdy nie wiadomo co zrobią; albo stają na środku ścieżki i kombinuj tu człowieku jak je ominąć... uh....
Myślę, że przeszły z nami połowę drogi w dół. Zejście jest męczące, miejscami błotniste i śliskie (ja artystycznie rozjechałam się na błocie!), dłuży się bardzo, nogi bolą coraz bardziej, zmęcznie daje się we znaki. Ale w końcu szczęśliwie schodzimy na dół.
Trasa niby nie długa, 3,8km w jedną stronę, ale prawie 1200m przewyższenia, co daje średnie nachylenie 30% !!
Dumna jestem z tej wędrówki, bo była męcząca; ale też wdzięczna, bo pełno było pięknych widoków. Był też czas "sam-na-sam" i chwile wyłączenia się.













