Tatry. Giewont

 Bedąc na Sylwestra w Głodówce i robiąc sobie spacer na Halę Kondratową, pojawiła się myśl, aby zarezerwować noclegi w tamtejszym schronisku. I tak też się stało - w lutym zarezerwowaliśmy 10 miejsc, właśnie na ten weekend - od 19 do 21 czerwca. Czas leciał szybko, maj i czerwiec pełne wyjazdów, wydarzeń, ciągle coś... ale na ten wyjazd czekałam z utęsknieniem. Tak dawno nie byłam w Tatrach, górach wysokich; brakowało mi tego.

Więc oto w piątek wyskakuję wcześniej z pracy (służbowe spotkanie online kończę już w samochodzie, w drodze) i jedziemy ekipą do Zakopanego. Plan na piątek jest ambitny: dojść do Schroniska na Hali Kondratowej, a potem jeszcze na Giewont na zachód słońca. 

Ruszamy z Kuźnic niebieskim szlakiem na Halę Kondratową. Dołem mijamy Kalatówki - jest piękna pogoda, choć chmurki na niebie.


Schronisko na Hali Kondratowej jest urokliwe, bardzo do mnie przemawia. Ale nie ma czasu - trzeba lecieć do góry!


Ruszamy szybkim krokiem, więc zaraz umieram z braku oddechu... podejście jest strome, coraz stromsze im bliżej Przełęczy Kondrackiej. Docieram na nią zmęczona ale ucieszona, że słońce jeszcze wysoko i zdążymy na szczyt na czas. A tu na zdjęciu cień Giewontu na tle Goryczkowych Czubów.


Idę dalej, wolno, tempen na które pozwala mi ciało, serce i oddech. Po drodze podziwiam florę i faunę. 



Na szczyt Giewontu (1895m npm) docieram na czas - jest magiczna, złota godzina. Tak to wygladało.


Nasyceni pięknymi widokami schodzimy póki jeszcze jasno - idąc w dół wciąż rozkoszuję się kolorami malowanymi na niebie zachodzącym słońcem.


Do schroniska dochodzimy zanim zapadnie zmrok i niebo pokryło się czernią. Fantastyczna wyprawa.


Bonus: idąc drogą do Kuźnic spotkałam koleżankę z liceum, Anię W (dawniej G). I odgrzebałam nasze zdjęcie z 1993r. właśnie z Giewontu. Ja w szarej bawełnianej bluzie i dżinsach, a na nogach... trzewiki/półbuty!!


Czy to wtedy zakochałam się w górach? Chyba tak...