Wreszcie udało nam się dotrzeć do Pieskowej Skały - pierwsza wyprawa dwa tygodnie temu skończyła się w połowie drogi, gdy zapaliła się w naszym samochodzie kontrolka STOP i auto "powiedziało" do nas nowe zdanie po francusku - hehe. Spanikowani zawróciliśmy; tym razem bez przygód prosto do celu. A celem był zamek i Maczuga Herkulesa, która w opowieściach dziadków zaintrygowała Kamila; dla sześciolatka rozróżnienie prawdy od bajki - legendy bywa czasem skomplikowane... Piękny, choć już pachnący jesienią dzień. O historii zamku i jego okolicy do poczytania tu : http://www.pieskowaskala.pl/okolica.htm