Majówka - Podlesice, Rzędkowice, Kostkowice
Jak się ma grono znajomych lubiących się wspinać, to jak inaczej można spędzić majowy weekend? W skałach, na wspinaczce! Domek "babci milionerki" w Kostkowicach był naszą bazą, miejscem spotkań towarzyskich (każdy wie co to oznacza, heheh); w sumie od czwartkowego popołudnia do niedzieli przewinęło się przez niego 20 osób. Grillowanie, ognisko, wieczorne gry w Dart'a, zagrycha do piwka i wódeczki - czas mijał przyjemnie. A wypady robiliśmy sobie w plener, głównie żeby się powspinać; ale były też wycieczki rowerowe i wieczorna przebieżka nad jezioro. Każdy miał to co lubi.
Piątek był deszczowo-nijaki, szare niebo co chwile kapiące. Ale dotarliśmy na Górę Zborów, pierwszy rozruch - choć forma po czwartkowym rozpoczęciu majówki słaba (k.a.c.)
Sobota już słoneczna, ciepła, więc w skały!- tym razem Rzędkowice. U mnie brak formy, strzeliłam skale focha bo nie chciała ze mną współpracować (chachacha!!) więc pstrykałam i leniuchowałam.
Chłopaki łapali jaszczurki, piękne! Każda inaczej umaszczona, nie chciały tylko pozować, wolały uciekać w trawę.
Niedziela w stylu soboty, Rzędkowickie skały pełne ludzi, ale nam to nie przeszkadzało. No a ja po raz pierwszy zrobiłam drogę na prowadzenie, łatwą bo łatwą ale zawsze to coś, od czegoś trzeba zacząć! Dumna z siebie jestem.
Udany, bardzo miły wypad, pełen relaksik, lajcik itepe. Opalony nosek, obite łokcie, szczęśliwa dusza.