Jankowice Rudzkie

Ostatnio tu przycichło. Może dlatego, że zima i mniej malowniczo (bzdura!), może inne zajęcia mnie pochłonęły (fit styl życia); może to tylko wymówki?! Fakt, że ostatnio aparat mnie nie kusi...

Ale dziś była piękna pogoda a my byliśmy u rodzinki w Jankowicach Rudzkich. Dom tuż pod lasem, cisza, spokój. Wybraliśmy się na spacer do lasu i było bardzo przyjemnie, choć wietrznie. Lasy tu przepiękne, ogromne, plus opowieści myśliwego o zwierzynie, łowach, leśnictwie. Bardzo to było przyjemne i jakieś takie pełne energii. Podziałało na mnie. Więc smartfon poszedł w ruch.



Tuż za płotem mieliśmy leśniczówkę Krasiejów - XIX- wieczny budynek z pruskiego muru. W stanie naturalnym, czyli z widocznymi śladami czasu.



Podjechaliśmy też do leśniczówki Wildek (Ruda Kozielska)- ta jest pięknie wyremontowana, choć znając legendę o złym Eliaszu to miejsce nabiera trochę złowieszczego charakteru. (https://www.nowiny.pl/egazeta/nowiny-raciborskie)



Na chwilę zatrzymaliśmy się też przy kapliczce św. Hubertusa w lesie, gdzie lokalni myśliwi urządzają pokot... nie jestem zwolenniczką tego rytuału. Myślistwo samo w sobie szanuję, zabijania zwierząt łownych nie neguję, dziczyznę lubię jeść. Ale to oddawanie hołdu jakoś mi nie pasuje... nie wiem no...
A na koniec obiad w restauracji "Pod Kasztanami" słynącej właśnie z dań z dziczyzny. Nie jest to lokal najwyższych lotów (http://restauracjapodkasztanami.pl) ale kuchnia smaczna, pieczeń z sarny delikatna i krucha, wołowina też niczego sobie.

Plan jest, że następnym razem będziemy eksplorować miejsce rowerowo; to dobry plan.