KPG – Beskid Śląski, Skrzyczne 1257 m n.p.m.
Wreszcie piękna pogoda na weekend! Więc udało się zamienić
plan w realizację, wybrać się na w góry. Padło na Skrzyczne, bo był to szczyt
jeden z najbliższych, więc w sam raz do jednodniowego wypadu; dodam, że czas
miałam trochę ograniczony ze względu na wieczorne plany.
Wycieczka z Basią, świetnym towarzyszem na piesze wędrówki.
Ruszamy z optymizmem i nadzieją na ciepły dzień, choć poranne mgły podnoszą się
powoli i chmury wciąż suną po niebie, od czasu do czasu pozwalają przygrzać
słońcu.
Startujemy z Lipowej, szklakiem niebieskim ostro pod górę
(wolimy łagodniejsze zejścia aby mniej obciążać kolana). Ścieżka jest
faktycznie mocno nachylona, do tego głównie kamienista, więc idzie się ciężko;
sapiemy sobie i rozmawiamy, a zatrzymując się na łyk wody i chwilę oddechu
podziwiamy piękne góry wokół w jesiennej kolorystyce.
Na szczyt dochodzimy szybko, wieża radiowa wyłania nam się nagle zza chmur – i jesteśmy! W schronisku pijemy herbatkę, posilamy się troszkę przy dźwiękach góralskich przyśpiewek – góral plus skrzypce i kapelusz na datki; mimo wszystko jest nam miło. Na Skrzycznem dosyć tłoczno, mieszanka ludzi – ci co przyszli na nogach z plecakami na plecach, ci co wjechali kolejką na spacerek, ci co na rowerach przemierzają beskidzkie szklaki. Więc wchodzimy też na wieżę widokową pooglądać panoramę i szybciutko ruszamy dalej tam gdzie mniej ludzi.
Na szczyt dochodzimy szybko, wieża radiowa wyłania nam się nagle zza chmur – i jesteśmy! W schronisku pijemy herbatkę, posilamy się troszkę przy dźwiękach góralskich przyśpiewek – góral plus skrzypce i kapelusz na datki; mimo wszystko jest nam miło. Na Skrzycznem dosyć tłoczno, mieszanka ludzi – ci co przyszli na nogach z plecakami na plecach, ci co wjechali kolejką na spacerek, ci co na rowerach przemierzają beskidzkie szklaki. Więc wchodzimy też na wieżę widokową pooglądać panoramę i szybciutko ruszamy dalej tam gdzie mniej ludzi.
Skrzyczne było celem ale też nie jedynym, bo de facto
mogłybyśmy iść na łatwiznę, aby „zaliczyć” najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego i
wybrać najkrótsze szlaki. Ale nie my. My chciałyśmy pochodzić! Więc dalej, wybierając szlak prowadzący grzbietem
górskim, w stronę Malinowskiej Skały (1152m n.p.m.). Rozkoszujemy się cudownymi widokami polskiej
złotej jesieni. Czerwieniejące buki i złocące się trawy. Za Malinowską idziemy dalej szlakiem zielonym w
stronę Magurki Wiślańskiej (1129m n.p.m.), potem skręcamy na szlak czerwony, prowadzący do
Węgierskiej Górki. Idzie się tu po prostu rewelacyjnie! Cały czas patrzymy na
Skrzyczne które się od nas oddala.
Przy Magurce Radziechowskiej (1091m n.p.m.) skręcamy na szlak zielony prowadzący do Lipowej przez Ostre. Teraz już w dół, w dół, w dół... wąskim wąwozem wcale nie jest łatwo ale jak się wyszło do góry to teraz trzeba zejść z powrotem na dół. Muszę powiedzieć, że zejście nas trochę zmęczyło, więc witamy koniec szlaku z radością! Całość trasy na prawdę fajna, ale polecam jednak wybrać tę trasę w odwrotnym kierunku: zaczynać od zielonego szlaku i kierować się na Skrzyczne, potem zchodzić niebieskim – w tą stronę będzie bardziej malowniczo!
To był na prawdę udany wypad w góry, dopisało wszystko:
pogoda, zdrowie, humory! Poza zmęczeniem nóg jest ogromna radość i tzw.
„naładowane akumulatory”, plus oczy zaspokojone pięknem. A dopełnieniem był
wieczorny seans filmu "Twój Vincent" – ciekawy, budzący zmysły, znów dotykamy
delikatnych strun sztuki i piękna...