Rysianka- Krokusianka
W Lany Poniedziałek postanowiłam wyrwać się z domu, z nudy jedzenia i siedzenia na tapczanie - niestety, moja rodzina dała się w święta wyciągnąć tylko na krótki spacer, a dla mnie to było mało.
Chciałyśmy (z koleżanką) przejść się gdzieś spacerowo, rekreacyjnie. Padło na Beskid Żywiecki, trasę dobrze nam znaną, z Żabnicy przez Halę Boraczą do Rysianki.
Poranek był deszczowy, ledwo ruszyłyśmy asfaltową drogą trzeba było ubrać peleryny od deszczu. Nie nastrajało mnie to optymistycznie, no ale szłyśmy dalej; w lesie przestało padać na szczęście. Hala Boracza przywitała nas pięknym widokiem.
Poranek był deszczowy, ledwo ruszyłyśmy asfaltową drogą trzeba było ubrać peleryny od deszczu. Nie nastrajało mnie to optymistycznie, no ale szłyśmy dalej; w lesie przestało padać na szczęście. Hala Boracza przywitała nas pięknym widokiem.
Po przerwie na śniadanko ruszamy dalej - czarnym szlakiem do Hali Redykalnej a dalej żółtym aż do Rysianki. Od razu zaczyna się tor z przeszkodami - na szlaku co 10 metrów leżą poprzewracane drzewa, do obejścia lub przeskoczenia. Trochę mnie to drażni bo zamiast lekkiego spacerku mamy przeprawę. A pod gałęziami i na części szlaku leży jeszcze stary śnieg, zmrożony, trzeba uważać. Niebo straszy nas burzą - grzmot w oddali każe przyspieszyć, w oddali ciemne chmury i padający deszcz. Zaczyna sypać zmrożony deszcz/kaszka, na szczęście suche ale zrobiło się zimno więc znowu czas na pelerynki (poza działaniem przeciwdeszczowym dobrze chronią przed zimnem). Humor mimo wszystko mam dobry. Dochodzimy do polany gdzie w zeszłym roku podziwiałam z koleżankami panoramę Tatr (w Trzech Króli). Tym razem podziwiam... krokusy! Zupełna niespodzianka, więc cieszę się jak dziecko, choć kwiatuszki stulone od zimna to podobają mi się bardzo bardzo.
Podbudowana tą jakże miłą niespodzianką ruszam w dalszy marsz, do Hali Lipowskiej mamy kilkaset metrów, a od niej 10 minut marszu do Schroniska PTTK na Rysiance. I tu witają nas krokusowe polany - na zdjęciu nie widać tego efektu wrzosowych połaci, zostało we wspomnieniach. I wychodzi nawet słonko!! Szczyt szczęścia, rozkoszuję się tym pięknem.
Z Rysianki wybieramy dłuższą, ale ciekawszą trasę przez Słowiankę. Niebo wyjaśniało, na Rysiance wieje wiatr ale idzie nam się dobrze, miejscami po śniegu, miejscami po ubitej ziemi. Czerwony szlak skręca do lasu i tu znowu - tor przeszkód. Ciężko pokonywać drzewa bo szlak biegnie zboczem więc chwilami jest stromo, leży śnieg (miejscami widać, że go jeszcze jest sporo). Na szczęście to tylko krótki odcinek, wychodząc z lasu zaczyna nam towarzyszyć słońce i strumyk, wesoło mi od razu i cieplutko. Idzie się dobrze, muszę powiedzieć że odcinek do Stacji Turystycznej Słowianka jest bardzo malowniczy, piękne polany pozwalające podziwiać widoki. Ach, poleżało by się "na słoneczku"!!
Za Słowianką czarny szlak (powrotna droga do Żabnicy- Skałki) stromo w dół, mocno zabłocony i śliski, brnę w dół uważając aby się nie wywalić. Cóż, taka przygoda.
Wycieczka miała być wiosennym spacerem, okazała się bardzo urozmaiconą pogodowo, warunkami na szlaku i atrakcjami wyprawą na ponad 20km. Udana na 120%.
Wycieczka miała być wiosennym spacerem, okazała się bardzo urozmaiconą pogodowo, warunkami na szlaku i atrakcjami wyprawą na ponad 20km. Udana na 120%.