Babia Góra zimą. Diablak 1725m n.p.m
Po świątecznym lenistwie pora się ruszyć. Boże Narodzenie było pogodowo paskudne - szare, bure i deszczowe. Więc wieści, że w górach zima, były obiecujące. Pomysł grupowego wypadu na Diablak padł już na początku grudnia, więc teraz przyszła pora na realizację. Ile można siedzieć na kanapie pod kocykiem i podjadać smakołyki przed telewizorem lub z książką na kolanach!
A w międzyczasie zima w górach zapanowała na całego, ponad 100cm śniegu i zagrożenie lawinowe w Tatrach oraz w rejonie Babiej Góry. Zresztą góra ta jest znana ze swojej kapryśności, zmiennych i niejednokrotnie trudnych warunków pogodowych. Zaczęłam studiować prognozy pogody. Na początek wycieczka przesunięta z soboty na niedzielę, bo w sobotę miało być bardzo źle z pogodą. Ok, czytam doniesienia pogodowe dalej... Koleżanka, wprawna Tatrzańska Kozica (czyli zaprawiona turystka górska) w sobotę właśnie się wybrała... i zawróciła bo nie dało się przejść.??!! OMG. W mojej głowie zapaliła się czerwona lampka. Ale towarzystwo nie było skłonne zmienić destynację, więc ok pomyślałam, najwyżej nie wejdę na szczyt ale i tak się przejdę.
Dojeżdżając w niedzielny poranek na Przełęcz Krowiarki oczy cieszyły zasypane lasy i choinki uginające się pod śniegiem. Na szlak ruszam przed 10tą i od początku jestem zaskoczona jak dużo jest turystów! To może być dobry znak, że warunki nie są takie straszne i że szlak będzie przedeptany.
Początkowo do Sokolicy idę lasem i podziwiam śnieżny, bajkowy krajobraz. Idzie się dosyć dobrze, choć kijki się przydają aby uniknąć poślizgnięcia.
Na Sokolice dochodzę w na prawdę dobrym czasie i jestem zadowolona. Tu już kraina śniegu zmienia się w krainę lodu. Zamarznięte, oszronione gałęzie wyglądają magicznie. Widoczność słaba i nie widać pasma gór przed nami, ale i tak jest energia i mobilizacja. Sokolica to czas na decyzję czy na szczyt czy w dół do schroniska. Idę dalej w górę.
Robi się coraz trudniej kiedy wychodzę na odsłoniętą przestrzeń, uderza mnie silny, zacinający wiatr, mrożący ubrania i osadzający szron na wszystkim. Nawet rzęsach. Drogę można odnaleźć jedynie po wydeptanych śladach bo na oznaczenia nie ma co liczyć, wszystko zamrożone. No i postacie na szlaku wytyczają kierunek marszu. Skulona, chroniąc twarz od wiatru, idę krok za krokiem. I choć pogoda nie rozpieszcza ( na szczęście nie jest mi zimno), to podoba mi się ten lodowy krajobraz, biel zlewająca niebo z ziemią, pustkowie.
Na Gówniaku widać ile jest śniegu - tabliczka jest umieszczona gdzieś na wysokości 2m.
Idąc, brnąc w kopnym śniegu, na chwilę spada mi motywacja bo nie widać końca tej wędrówki, siły też chyba mi słabną... ale jest!! w końcu dochodzę do szczytu i zmęczenie zostaje wyparte euforią i radością, że się udało!
Na szczycie wieje i zimno strasznie, chwila robienia zdjęć i palce zamarzają. Wiec szybka ewakuacja, trzeba schodzić, iść dalej. Zejście na Przełęcz Brona jest strome i śliskie więc chwilami jazda na butach i uważne pilnowanie aby noga nie odjechała. Do tego wiatr wiejący prosto w twarz kryształkami lodu. Brr!! jak najszybciej na dół!!
Gdy już zejdzie się ze strefy wiatru i wkroczy ponownie do malowniczego zimowego lasu można poskakać z radości.
A w Schronisku w Markowych Szczawinach grzane wino i dzielenie się emocjami z resztą ekipy. Powrót niebieskim szlakiem to żmudne tuptanie ale w pięknych okolicznościach przyrody.
Gdy już zejdzie się ze strefy wiatru i wkroczy ponownie do malowniczego zimowego lasu można poskakać z radości.
A w Schronisku w Markowych Szczawinach grzane wino i dzielenie się emocjami z resztą ekipy. Powrót niebieskim szlakiem to żmudne tuptanie ale w pięknych okolicznościach przyrody.
To była nietypowa wycieczka, trudna i wymagająca. Po raz pierwszy w takim wietrze, w takiej widoczności. Zimowe góry bywają groźne, po styczniowej przeprawie na Stożku wiem, że warunki mogą być nieprzewidywalne. Cieszę się bardzo, że tym razem było dobrze, ciężko ale dobrze. Na pewno towarzystwo stanowiło duże wsparcie, wspólne przeżywanie. Cieszę się, że nie stchórzyłam i poszłam na szczyt. To mój kolejny powód do bycia dumną z siebie.
Ostatnia wycieczka w 2019, ostatni wpis w tym roku - co przyniesie 2020?
Ostatnia wycieczka w 2019, ostatni wpis w tym roku - co przyniesie 2020?