Piernikarka Sławków
O tym miejscu powiedzieli mi znajomi którzy często w tamtych okolicach jeżdżą na rowerze lub spacerują po lesie. Zaintrygowała mnie ich opowieść o opuszczonej osadzie, w dodatku z tak uroczą nazwą. Więc jak tylko nadarzyła się okazja na spacer to skorzystałam bez wahania i razem z koleżanką - moją przewodniczką wybrałybyśmy się do Piernikarki.
Ruszyłyśmy z kolonii Wągródka prosto do lasu - cichego i spokojnego, gdzie pod nogami brązowy liściasty dywan przykrywa zielone mchy i porosty.
Po kilku kilometrach spaceru dochodzimy do opuszczonych domów. Choć to może nie dokładne określenie - nikt tu nie mieszka, ale domki są odwiedzane, niektóre częściej jako letniska, niektóre rzadziej. Ale ogólnie widać rękę człowieka bo chwasty i trawy nie panoszą się bezpańsko.
Stare budownictwo ma niewątpliwy urok, cegły i drewno. O dziwo gdy zajarzałyśmy do jednej chaty to mimo iż okna wybite to w środku izby czysto, pozostawione łóżko jakby na kogoś czekało... Ciepłe miejsce, z duszą i dobrą aurą.
Z Piernikarki podeszłyśmy jeszcze nad Białą Przemszę, dziką i niespokojną. A potem spacer powrotny, choć dopiero wczesne popołudnie to słońce już ciepłymi barwami zapowiada wieczór.
Magiczne miejsce do powrotów. Byle do wiosny.