Lwów cz.1
Wyjazd do Lwowa był na mojej "to do" liście chyba od zeszłego roku. A jako że loty Wizzair z Katowic okazały się całkiem niedrogie, to bez większego wahania kupiłam bilety dla naszej trójki jeszcze w grudniu 2019. I stało się: powstał konkretny plan. W międzyczasie dograłam szczegóły (nocleg, zwiedzanie itp) i tak oto nadszedł początek marca - czas realizacji mego planu.
Przylot do Lwowa przed południem po małych przygodach z zawracaniem do Katowic z powodu uderzenia w samolot ptaka (!); niestety miasto powitało nas deszczem ale liczyłam się też z tym - w końcu to początek marca więc pogoda jest dużą niewiadomą. Po zaaklimatyzowaniu się w naszym apartamencie (4p.bez windy w starej kamienicy, przyzwoite i blisko centrum), ruszyliśmy na deszczowe zwiedzania miasta.
(p.s. - nie będę opisywać zabytków i ich historii, to można znaleźć na wielu stronach i portalach podróżniczych; będą tylko moje wrażenia).
Tuż obok naszego lokum Pomnik Obrońców Ukraińskiej Państwowości.
My idziemy dalej do Domu Naukowców o którym słyszałam/czytałam, że jest wyjątkowy. Rzeczywiście, zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz zrobił na mnie ogromne wrażenie. Piękne stare drewno, duże puste sale pobudzały wyobraźnię co działo się w tych murach dawniej. Magiczna atmosfera kiedy tak sam przechodzisz z sali do sali. To jedno z moich Top3 miejsc we Lwowie.
Ponieważ zgłodnieliśmy poszliśmy do Puzatej Chaty która ma tak dobre opinie jako miejsce koniecznie do odwiedzenia i posmakowania. Mnie rozczarowało. Owszem, tanio jest, ale jedzenie proste, barowe, i niestety zimne. Nic godnego polecenia.
Kolejny punkt przed wejściem w obręb starego miasta - pomnik Adama Mickiewicza.
Rozpoczynając spacer uliczkami od razu nasuwa nam się skojarzenie z Krakowem - styl kamienic, choć tu od razu widzimy że nie są tak zadbane jak nasze polskie; hm... w sumie te lwowskie też nasze polskie choć od 70 lat to już nie Polska...
Docieramy do Bazyliki Archikatedralnej pw.Wniebowzięcia NMP oraz pięknej Kaplicy Bojmów.
Dochodzimy do rynku - dużego i ładnego, na szczęście nietłocznego. Na środku króluje ratusz, przy którego rogach umiejscowione są fontanny z bogami greckimi; a wokół kamieniczki ze swoją historią. Mnie najbardziej podoba się czarna kamienica w której mieści się obecne muzeum (jedno z kilku na tej ścianie rynku - żadnego nie zwiedzamy, sic!)
Idąc dalej wałęsamy się uliczkami i podziwiamy urocze fronty kamienic, knajpek i restauracji - tu akurat ul.Wirmeńska która mnie zachwyciła najbardziej.
Dochodzimy do Cerkwi Przemienienia Pańskiego - piękna, ozdobna, przestronna. ducha tego miejsca dodało dwóch modlących się mężczyzn, tak typowo po prawosławnemu z pokłonami i powtarzaniem znaku krzyża na piersiach...
Pora na przerwę, ogrzanie i uzupełnienie elektrolitów - Bar Poczta na Drukarskiej świetny!
Dalej idziemy w kierunku Katedry Dominikańskiej - bardzo ładna, jasna, barokowa. A obok pomnik
Epifaniusza Drowniaka, czyli Nikifora Krynickiego.
Na pierwszy dzień (a w zasadzie pół dnia) to tyle - zmęczenie po wczesnej pobudce daje nam się we znaki. Po odpoczynku wybrałam się jeszcze na zobaczenie lwowskiej opery po zmroku - ale to w kolejnym poście.