Lwów cz.2
Drugi dzień we Lwowie wita nas słońcem! Pełni energii ruszamy do kolejnego miejsca z mojej listy Top3 Lwowa - Opery Lwowskiej. Po prostu piękna. Niestety plac przed operą to teren budowy więc zdjęcia robione pod skosem albo z koparką w tle.
Wchodzimy zwiedzać wnętrze - pechowo trochę bo Sala Kryształowa jest niedostępna, ale i tak zwiedzamy. Hol od razu wywołuje u mnie "woow" - bogato zdobiony, pełen przepych. Od razu widzę oczyma wyobraźni damy z okresu początku XXw sunące w długich błyszczących sukniach u boku wyfraczonych mężczyzn.
Salę koncertową podziwiamy z balkonu - kameralne loże i czerwone aksamitne fotele, a na dole stara drewniana podłoga - ale smaczek!
Opera zasłużenie uważana jest za perełkę Lwowa, na mnie zrobiła ogromne wrażenie.
Zarówno wieczorem jak i za dnia prezentuje się imponująco.
Kolejny punkt na naszej trasie - po przejściu przez uroczy pchli targ pełen pamiątek po dawnej Rosji, zabawek jak z naszego dzieciństwa, bibelotów i bezwartościowych rzeczy oraz "suvenirów" dla turystów - idziemy do Katedry Ormiańskiej. Ostatnie miejsce z mojej prywatnej listy Top3 we Lwowie. Już sama zaułek Ormiański daje nam przedsmak czegoś innego, choć wejście do kościoła jest od innej strony. Skusiliśmy się na oprowadzanie z przewodnikiem i bardzo się cieszę, bo ciekawie opowiedział nam o każdym malowidle i szczególe tego kościoła. Katedra Ormiańska przepiękna, ma niesamowity klimat, malowidła ścienne w stylu z początku XXw (secesja - min. Mehoffer był jednym z projektujących i ozdabiających to miejsce) na których uwieczniono ówczesne osoby - dzieła J.H Rosena. Symbolika i mistyka.
Po tych niesamowitych doznaniach robimy przerwę na kawę w Rudym Kocie (ok) i idziemy w stronę Cytadeli i pamiątkowego miejsca po Synagodze Złota Róża. Do Cerkwi Uspieńskiej nie wchodzimy już bo nadjeżdża nasz tramwaj nr 7 - kierunek: Cmentarz Łyczakowski.
Cmentarz Łyczakowski zrobił na mnie bardzo duże wrażenie, mimo iż w wielu względach jestem ignorantką i nie znam wielu ze słynnych pochowanych tu osób (Konopnicką znam!). To szczerze mogę powiedzieć, że to nie piękny stary cmentarz, gdzie nagrobki i mauzolea to dzieła sztuki. Mnie najbardziej urzekały te z rzeźbami zamiast prostych płyt czy krzyży. Jak muzeum albo galerii sztuki.
Punkt obowiązkowy to cmentarz Orląt Lwowskich - polskie groby młodych patriotów. Zaduma nad losem Polski i człowieka.
Wracamy na lwowski rynek zmęczeni i głodni - więc obiad w Chinkalni (koło Katedry Dominikańskiej), a potem spacerem w stronę naszego apartamentu. Po drodze pomnik Szewczenki
Zanim jeszcze wdrapiemy się na 4 piętro idziemy zobaczyć Pałac Potockich (wewnątrz mieści się galeria sztuki)
To chyba wszystkie zabytki zobaczone przez nas podczas tych 1,5 dnia spacerowania po Lwowie. Do tego mnóstwo "smaczków", kulinarnych, klimatycznych, nietypowych. Lwów to piękne miasto i bardzo mi się podobało, z miłą atmosferą i jakimś takim spokojem... chętnie wrócę tu latem.