Martwy sezon
Jakiś martwy sezon mnie dopadł. Z bożo-narodzeniowo-sylwestrowego nastroju wpadłam wprost w tryb zamknięcia roku i pracy, pracy, pracy. I jakoś niewiele w międzyczasie było, myślało się, żyło... hm...
więc skoro martwy sezon to martwa natura.