Historia lubi się powtarzać…

W zeszłym roku było tak:

W czerwcu stałam się posiadaczką pojazdu marki Peugeot 106 rocznik 1997. Jesienią przyszła pora na wymianę opon na zimowe; dodam  że kupiałam zimówki na felgach razem z autem, prawie nie jeżđzone bo leżały gdzieś w piwnicy.
Więc jesiennego wieczoru 2011 roku wracam autem po wymianie kół do domu – trasa Bukowno-Sosnowiec. Ja swoim Waldkiem (bo tak się moj wóz nazywa), za mną mąż swoim autem. Po ujechaniu ok.20km czuję, że coś mnie ściąga w prawo. Jako kompletnie zielony kierowca pomyślałam „ pewnie źle wyważone koła”, ujechałam jeszcze kawałek ale coś mi nie pasowało więc stanęłam na poboczu. Kapeć. Kapeć mega, rozwaliłam oponę na drobno! Więc po ciemku mąż mi wymienia koło - zapasowe jest pod autem, patent koszmar żeby je wyjąć, ale wyjścia nie ma. Ok, zestresowana dojeżđżam do domu, uff...
Plan był że następnego dnia po pracy pojadę do warsztatu po nową oponę i przełożenie.  Więc następnego dnia zestresowana mknę do pracy, wyczulona na każde dziwne zachowanie samochodu. Tak... w połowie trasy czuję coś dziwnego, więc od razu zjeżdżam na bok. Kapeć, kolejny! Telefon do męża co teraz? W międzyczasie zatrzymuje się pomoc drogowa i miły pan mówi „zmienię pani koło, ma pani zapasowe?” a ja, że owszem, mam, ale już założone.Hm...Więc pan mi dopompował i pojechał nie żądając zapłaty - miło. Mąż przyjechał, zamiana aut, kolejny stresior itp., jakoś przeżyłam. Wnioski były takie, że koła zleżałe i się roszczelniły, po zdjęciu z felg i przesmarowaniu było ok. 

Mamy 2012 rok.
Nauczona zeszłorocznymi przygodami zmieniam koła na zimowe w sobotę, potem mała „jazda próbna” po mieście; spoko, sobota i niedziela nic nie zeszło.
W poniedziałek wysiadając rano pod pracą zauważam, że mam mało powietrza. Mobilizuję chłopaków z pracy, nie mam pompki w samochodzie więc podjedziemy na stację paliw koło biura i dopompujemy. Zonk! Jak schodzimy do samochodu po 5 godzinach to kapeć kompletny. Szukam pompki w biurze, koleżanka (nie facet!!) ma, pożyczy; chłopaki na to: ”spoko, zmienimy koło, to 3 minutki roboty”. Hm... 5 minut to samo wyciągniecie zapasu spod auta we dwóch chłopa. Odkręcają koło – nie da się; mój klucz się cały pokrzywił  a jedna śruba nie chce puścić za nic! Wracam do biura i pytam czy ktoś ma pożyczyć klucz do kół do starej 106 albo młotek? W biurze konsternacja, kolega leci po klucz bo ma mocny choć nie wie czy ten rozmiar śrub. Schodzę na parking, akcja w toku: dwóch męczy się z kołem, koleżanka stoi z pompką; druga akurat wsiadała do auta, jej klucz pasuje do moich śrub, więc pożyczamy, ona czeka. W międzyczasie przychodzi kolega z kluczem, na darmo leciał do swojego wozu.
W sumie po 45minutach „akcji kapeć” mam zmienione koło, pozostałe podpompowane na stacji paliw. 5 osób plus ja zaangażowanych w wymianę koła, nieźle!! Ja oczywiście wracam do domu spanikowana czy dojadę do warsztatu; uff... dojachałam, felgi przeczyszczone i przesmarowane, dwa dni się udało dojechać do pracy. Mam nowy klucz do kół oraz pompkę. Przewrażliwienie pozostało.
Wnioski: Kobieta nie jest w stanie sama zmienić koła. 
Co przyniesie wymiana kół jesienią 2013?? To be continued...