Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2013

Cisowa - zimowa (01/2013)

Obraz
Wybraliśmy się na narty do Cisowej (mała wieś między Pilicą a Wolbromiem), tak na dwie - trzy godzinki by się rozruszać a Młody przypomniał sobie jazdę na nartach. Było nam tam względnie po drodze, byli też znajomi, fajnie. Pogoda mroźna, troszkę wiało i mało słoneczka, ale nie padało i to by ł plus. Stok prosty i niewymagający, jak dla 7latka wystarczający. T akie małe stoki (600-700m) mają swoje plusy i minusy; może i połowę czasu spędza się na wyciągu ale ludzi mniej i jakoś mniej nerwowo jest. Najważniejsze że Młody p ojeździł , my tr oszkę też, pierwsze kroki "zaprawy " przed feriami poczynione. O C isowej tutaj: http://www.cisowa.pl/ To co mi się podobało najbardziej to zimowy krajobraz, efekt ostatnich mrozów, opadów deszczu i śniegu. W Sosnowcu wszystko pokrywał lód, przeźroczysty i gruby , robił wrażenie. Tu w okolicach Cisowej zaś by ło grubo biało - w yglądało to bajkowo.

Małe radości - B+ (01/2013)

Obraz
Jako mała dziewczynka zaczytywałam się w książkach o Pollyannie - dosyć naiwnej historii dziewczynki która we wszystkim starała się dostrzec coś pozytywnego. Założenie jest dobre, jasne że zamiast martwić się i smucić, rozpaczać bo czegoś nie mamy, lepiej jest cieszyć się z tego co tu i teraz. Tak chyba i łatwiej i zdrowiej żyć (zwłaszcza dla zdrowia psychicznego). Właśnie: małe radości. Problem tkwi w ich dostrzeganiu, to trudne zadanie , trz eba chyba przest awić optykę i postrzeganie sieb ie i wszystkiego co nas otacza .  Weźmy obecną sytuację. Od wtorku domowy szpital, chory mąż i chore dziecko. Ja pracuję, robię wszystkie codzienne rzeczy plus jestem ich pielęgniarką 24 godzinny na dobę. Do tego i mnie dopadło, więc kicham i kaszlę jak "stary gruźlik"; co z tego, dalej muszę być na pełnych obrotach. Zaczął się weekend, dwa dni wolnego, trzy marudne osoby w jednym pomieszczeniu (czyli tam gdzie telewizor), uwięzione w czterech ścianach. Gdybyśmy byli zd rowi to ci...

Stary Rok - Nowy Rok

P rzy okazji zmiany datownika robi się podsumowania co nam przyniósł odchodzący do historii rok. Będąc ostatnio w dosyć refleksyjnym nastroju spojrzałam za siebie. Jaki był 2012 dla mnie? Styczeń to skręcone na nartach kolano, które podejrzewam będzie się już odzywać do końca przy dużym wysiłku - pamiątka na lata. Luty to pierwszy w życiu wyjazd na narty za granicę -  Włochy, Alpy, Tarvisio. Moc wrażeń estetycznych oraz wewnętrznych "ochów i achów"; Młody zdobywający narciarskie umiejętności. A także służbowy wyjazd do Holandii - rzadkoś ć w mojej pracy więc wart odnotowania. Kwiecień to choroba Taty, uświadomienie sobie jacy jesteśmy krusi i jak niewiele czasem zależy od nas. To zmieniło moje podejście do codziennych spraw, przewartościowało to co mam, robię, pragnę. Lipiec to pierwsze zagraniczne wakacje  - Grecja, Rodos . I znów zachłanne pochłanianie widoków, doznań, zbieranie do wnętrza. Plus wypoczynek, wypoczynek, wypoczynek. Wrzesień pod hasłem Pierw...