Sosnowiec - Stawiki
Wielkanoc 2016. Miała być oryginalna bo nie spędzona w rozjazdach - a tym samym bez rodziny bliższej/dalszej - bez oscylowania tylko wokół jedzenia i picia. Miał być relaks w rodzinnej atmosferze - tylko nasza Trójka i kot; były plany co będziemy robić.
Cóż... plany nie zawsze udaje się realizować. Bycie tylko ze sobą nie zawsze jest łatwe.
Niedziela zaczęła się szaro - tak jak niebo za oknem. Aby wyjść z czterech ścian i opuścić gęstniejącą atmosferę, wzięłam Młodego na spacer na Stawiki. Typowe miejskie tereny rekreacyjne - po jednej stronie Brynicy blokowisko, po drugiej park, staw z plażą, siłownia na świeżym powietrzu, place zabaw, ławeczki, alejki do spacerowania. Było miło, dobra godzina, dobry czas; rozmowa z 11latkiem to rzecz bardzo ważna, choć bywa trudna i nie wiesz jaki będzie efekt, co zostanie w tym nastolatku a co nie. Ale trzeba walczyć, nie poddawać się.
Spacer dał mi też impuls żeby włożyć buty i pobiegać - dystans skromny 3,5km ale po świątecznym obiedzie to i tak była walka z samą sobą i przepełnionym żołądkiem. Tempo kiepskie, ale ważne, że było to pół godziny w ruchu.
Początek świąt nie taki jak zaplanowałam, wymarzyłam. Było rozczarowanie życiem, że jest takie... jakie jest... Podobno każdy kreuje swoje życie. Ale nikt nie mówił że to będzie proste, nie ma uniwersalnego przepisu i scenariusza na każdą sytuację. Dobrze- bo wciąż odkrywamy; gorzej, że nie zawsze to co odkrywamy nam się podoba.
...