Tatry - Dolina Chochołowska, Dolina Kościeliska


Tatry moja miłość. Szalona w latach liceum. Platoniczna w chwili obecnej. Sentyment pozostał, a przede wszystkim zamiłowanie do pieszych wędrówek (niepraktykowane z różnych względów).
Trochę zawalczyłam o Siebie. Siostra nagabywana że też chcę jechać na ich kolejny wypad w góry. Mąż uświadamiany, że jak się nie da inaczej to pojadę sama. Chowając dumę, zaciskając zęby, nie myśląc o innych tylko o sobie. Udało się. Poczytuję to sobie jako sukces, mój własny. Ogromna samo-satysfakcja.

Corocznie moja siostra jeździ do Doliny Chochołowskiej oglądać krokusy kwitnące tam na wiosnę. To coraz bardziej popularna atrakcja. W tym roku też taki był cel wyjazdu; co prawda Dzień Krokusa był tydzień wcześniej, ale nam to nie przeszkadzało.
Pogoda spisała się na medal - słońce, prawie bezchmurne niebo. Lekki wiaterek, ciepło, wiosennie, w tle ośnieżone szczyty Tatr. Pięknie.
Spacer przez Dolinę Chochołowską aż do schroniska przyjemny. Oczywiście na polanie tłoczno od turystów, ale na szczęście krokusów było więcej. O tym w kolejnym poście - będzie fioletowo.









 

Po 2h marszu i osiągnięciu naszego celu postanowiliśmy iść dalej. Przełęczą Iwanicką do sąsiedniej Doliny Kościeliskiej. To już nie był spacerek, ale typowa wędrówka, z sapaniem, przystankami, pozdrawianiem innych wędrowców, piciem wody ze strumyka.
Na przełęczy śnieg w dużych ilościach. A słonko świeci cały czas, turyści w krótkich rękawkach leżą pod drzewkami "na suchym" i się opalają - wygrzewają. Bardzo przyjemnie. Kawałeczek zejścia z przełęczy to walka z grawitacją w której byłam ja versus błoto i śnieg. Wygrałam, zeszłam, bez upadków. Potem już było tylko lepiej.











W Kościeliskiej... no coż... zmęczenie dało nam się we znaki. Kawka przy Ornaku (schronisku) i zmierzamy w stronę parkingu. Zrobiliśmy w efekcie ładną pętelkę, ok. 24,5 km. Moje nogi to czuły (fizycznie), moje serce również (emocjonalnie).





Dla mnie ten dzień był wyjątkowy. Doceniałam każdą chwilę, każdy widok, każdy krok zrobiony. Byłam - jestem nadal! - szczęśliwa. Tak niewiele czasem trzeba.