Tarvisio 2017
"Do trzech razy sztuka" - to powiedzenie towarzyszy ostatnio naszym wakacyjnym wyjazdom. Latem była Paklenica po raz trzeci. Teraz Tarvisio, a dokładniej Camporosso, też po raz trzeci. Przyznam, nie chciałam kolejny raz w to samo miejsce, ten sam hotel. I miałam rację - brakło dreszczyka emocji przy odkrywaniu każdej rzeczy, napięcia i endorfin towarzyszących temu co nieznane. Cóż....
Włochy powitały nas piękną słoneczną pogodą i świeżym śniegiem. Zwłaszcza cenny był ten biały puch, który spadł 2 dni przed naszym przyjazdem! Dzięki temu trasy były rewelacyjnie przygotowane, na świeżym podkładzie jazda jest o niebo lepsza. A skromna liczba turystów (tydzień od 14stego stycznia) - serio, pierwszy raz były aż takie pustki! - sprawiła, że warunki narciarskie utrzymywały się świetne przez cały dzień. Więc cieszyliśmy się szerokimi, pustymi stokami, kilkustopniowym mrozem, dobrą pogodą.
Obowiązkowy napój na stoku - Bombardino. Nigdzie tak nie smakuje jak w schronisku, rozgrzewa od wewnątrz i poszerza uśmiech na twarzy.
Nasz ulubiony stok to Florianca - stopień trudności dobry dla przyjemnej jazdy, piękne widoki. Dzieci - młodsza młodzież śmigała bez żadnych zahamowań. Miałam problemy za nimi nadążyć!
A dla rozrywki krótkie ale przyjemne trasy na D'Angelo.