Wielka Rycerzowa


Pierwszy weekend kwietnia był na prawdę ciepły, wręcz letnia pogoda. W sobotę padł więc pomysł koleżanki; "idziemy w góry?!" - i nie był to żart Prima Aprilis. Więc pobudka w niedzielę o 5:45 bo o 7:00 rano ruszamy z Katowic, w trójkę, trzy młode pełne enegii. Nasz cel to Wielka Rycerzowa, trasa łatwa i nie za długa, w sam raz na przyjemny spacerek.
Do Soblówki docieramy w niespełna dwie godziny i o 9:00 ruszamy na szlak. Najpierw szlakiem niebieskim na przełęcz Kotarz. Jest poranek, świeci słońce, ptaki śpiewają poranną pieśń - jest cudownie! Już po 100m czeka nas pierwsza niespodzianka - krokusy!! Cieszymy się jak dzieci tą fioletową wiosną - p.s.: wiosenne zdjęcia w osobnym poście.




Na trasie czeka nas troszkę utrudnień - topiący się śnieg uaktywnił wiele strumyków płynących z góry, więc przeprawiamy się przez błotniste miejsca - dobra zabawa, uda się czy nie?! Natrafiamy też na śnieg - myślimy sobie, że tylko tyle zostało po Pani Zimie... później się okaże jak bardzo się myliłyśmy...



Dochodzimy do Przełęczy  w dobrym tempie. Robi się coraz cieplej więc zmieniamy ciuszki, szybki popas i ruszamy dalej, zielonym szlakiem na Halę Rycerzową.



Oto i Hala Rycerzowa - w pełnym słońcu, bezchmurnie, sielsko... Nie ma innej możliwości, zalegamy koło bacówek na trawie, grzejemy się jak jaszczurki i podziwiamy widoki. Błogie lenistwo.




Widok na Pilsko i Babią Górę - na szczytach jeszcze śnieg; może następna wycieczka właśnie tam?


Pora obiadowa nadchodzi, więc schodzimy do Schroniska. Znam to miejsce bo byliśmy to na "pracowej" wycieczce kilka lat temu. Zamawiamy jedzonko - ja racuchy z sosem borówkowym plus grzane wino. I tu niespodzianka, bo racuchy sztuk 3 okazały się mega ogromne!! ledwo zjadłam dwa i byłam pełna po uszy! Ale były pycha!! Więc po tak pysznym obiadku pora na sjestę - wyciągamy się na ławkach, w słoneczku, leżymy, drzemiemy, dobrze nam.




Ale pora iść dalej. Czerwony szlak prowadzi na szczyt Wielkier Rycerzowej. Podejście w śniegu - a na dole była wiosna!!



Dalej wybieramy spacer wzdłuż granicy szlakiem niebieskim, do przełęczy Przysłop.  Szybko okazuje się, że śniegu jest sporo, ba! jest wszędzie na szlaku, głęboki. Idziemy, zapadamy się po kostki, kolana, brniemy...



Ale w końcu jest i cel naszego etapu, przełęcz Przysłop. Jest piękna pogoda i jeszcze młoda godzina, więc postanawiamy wejść jeszcze na kolejny szczyt licząc na ładne widoki z góry. Niestety, pomysł był kiepski - szlak niebieski prowadził prosto pod górę, stromą a co gorsza - szlak prowadzi przez teren ziemi z kamieniami, coś jakby osuwisko; nie ma jak stawiać stóp, o co się zahaczyć nogą, nie ma jak trawersować nawet. W połowie rezygnujemy stwierdzając, że jeszcze trzeba zejść ( a nie zjechać na dupie). Trudno. Dalej w dobrych humorach schodzimy szlakiem zielonym do Soblówki, mijając wartkie strumyki. Nasza meta jest przy drewnianym kościółku. Hurra!! Jesteśmy zmęczone i bardzo, bardzo szczęśliwe!!