Beskid Śląski - Kozia Góra, Szyndzielnia, Klimczok
Optymistyczna prognoza pogody na weekend pobudziła mój
apetyt na piesze wędrówki. Trzeba łapać okazję, więc ruszajmy w góry! Gdzie? Jeśli uznamy, że naszym celem miał być najwyższy
szczyt na trasie, to był by to Klimczok (1117m n.p.m.) – ale po kolei.
Postanowiłyśmy zacząć od Bielska-Białej Mikuszowice i ruszyć szlakiem zielonym (start
za hotelem Na Błoniach) na popularną Stefankę - Kozią Górę (683m n.p.m.). Szlak
wiedzie starym torem saneczkowym – przyznam, że nie wiedziałam że coś takiego
tu było, jestem zaskoczona pozytywnie (że dawniej powstawały takie obiekty) i
negatywnie (że dziś to już nie funkcjonuje). Wędruje się dosyć łagodnie i
spokojnie bukowym lasem mijając liczne tu trasy rowerowe.
Dochodząc
do schroniska na Stefance zaczynamy odczuwać silny wiatr – oj wieje halny! Przerwa
na łyk ciepłej herbatki i kanapeczkę – i idziemy dalej niebieskim szlakiem w
stronę wiaty pod Kozią Górą. Tam skręcamy w żółty szlak na Szyndzielnię przez
przełęcz Kołowrót. Idziemy z szumem wiatru nad głową, od czasu do czasu łapiąc
słońce przeganiające chmury. Niestety o tej porze roku jesień straciła już
swoje piękne kolory ale i tak miło się patrzy na okoliczny krajobraz.
Ostatnie
podejście pod Szyndzielnię (1028m n.p.m.) jest dosyć strome ale idziemy przez
dywan liści i urokliwy las. Spod schroniska rozciąga się bardzo ładny widok na Beskidy, Żywiec i jezioro Żywieckie. Po krótkiej przerwie idziemy dalej,
żółtym szlakiem prowadzącym grzbietem aż na szczyt Klimczoka.
Ze szczytu Klimczoka rozciąga się piękna panorama na Skrzyczne, schronisko na sąsiednim stoku, pasma gór – szkoda że pogoda nie pozwala się długo cieszyć widokami dłużej (wieje mocno!!); szybko schodzimy do schroniska czarnym szlakiem. Po drodze mijamy Chatkę pod Klimczokiem a przy niej kolekcję kamieni przyniesionych z różnych szczytów górskich. Świetna sprawa! Ogromna kolekcja, z tabliczkami i oznaczeniami – podoba mi się ten pomysł bardzo, coś z cyklu "pozytywnie zakręceni".
W schronisku pod Klimczokiem powala nas ciepło – niczym w
saunie bo ludzi mnóstwo. Raczymy się więc herbatką i pysznym jabłecznikiem,
odpoczywamy, grzejemy i suszymy się. Ponieważ godzina jest wczesna (po 12-stej
dopiero), planujemy dalszą trasę na spokojnie. Wybieramy szlak czerwony który
doprowadzi nas z powrotem do punktu startu - trasa prowadzi częśćiowo grzbietem więc podziwiamy widoki. Wędruje się
dobrze, wiatr chwilami cichnie, słońce popołudniowo przyświeca. Jest mi
przyjemnie.
Na polanie Lanckorona mijamy leśną kapliczkę i ołtarz polowy (część Szlaku
Papieskiego) i schodzimy do Bystrej. Za miasteczkiem znowu troszkę pod górę aby
wejść na Równię pod Kozią (598m n.p.m.) i zejść spokojnie do Bielska czerwonym
szlakiem, tam skąd zaczynała się nasza wędrówka.
Cała trasa bardzo przyjemna, zróżnicowana i nie nudna, były
ładne miejsca i widoki, pogoda nam dopisała jak na tą porę roku, nie ma co
narzekać. Tempo też zadowalające - niecałe 18km w 6,5 godziny. Jestem
zadowolona i pełna pozytywnej energii. Nie ma to jak wysiłek fizyczny połączony
z przebywaniem na świeżym powietrzu i podziwianiem przyrody. Zdjęcia tylko
słabe, trudno...