Trzy Królowe: z Rysianki na Halę Boraczą
Mój
ostatni post z 2017 dotyczył pieszych wędrówek. Za ciosem, 2018 też
zaczynam od spotkanie z Beskidami. Długo się wahałyśmy z koleżankami jaką trasę
wybrać, ale padło ostatecznie na Rysiankę. Dla mnie ok bo nie byłam tu
jeszcze. Zapowiadał się ciepły lecz pochmurny dzień, ale nie ma co
narzekać, ruszamy wczesnym rankiem w dzień Trzech Króli - my nazwałyśmy się Trzema Królowymi.
Z Żabnicy pniemy się pod górę w
klimacie jesiennym/wiosennym - błoto, śnieg tylko gdzieniegdzie, łyse
drzewa. Słaba ta zima w tym roku ale co zrobić, "taki mamy klimat". W
śniegu tropimy ślady - jelonka. I obowiązkowy lisek przebiegający nam
drogę.
Dochodząc na Halę Pawlusią robi się już belej; i widoki piękne.
Dochodzimy do schroniska na Rysiance we mgle - niskie chmury nadciągnęły i zabrały nam widoki. Wypijamy herbatkę, zjadamy coś i idziemy dalej, to dopiero część naszej trasy. 5 minut marszu i jesteśmy przy schronisku na Hali Lipowskiej, witamy się ze smutnym Misiem - wielkim brunatnym psiakiem, i idziemy dalej zachęcone pogodą - wiatr przegnał chmury i niebo przejrzało. To nas nastawia pozytywnie i dodaje energii.
Dalej robi się na prawdę zimowo, śnieżne zaspy na kilkanaście centymetrów. Wybieramy drogę na Redykalny wierch - świetny wybór bo na pierwszej polanie wita nas biały dywan i piękne widoki. Widoki na Tatry!! Niesamowicie, cieszymy się jak dzieci, co dwa kroki zatrzymujemy aby nacieszyć oczy widokami. Dla takich chwil warto się zmęczyć wędrówką, od razu zapomina się o trudzie i zostaje tylko wypełniająca całe ciało radość.
Niebo zrobiło się niebieskie co z bielą śniegu wygląda pięknie. Wędrujemy sobie dalej do schroniska na Hali Boraczej, jest piękna pogoda (choć trochę wieje) więc na dworze zjadamy kanapeczki. Teraz już tylko powrót do parkingu w pełnym skupieniu aby błoto i lód nie pokonało nas na zejściu. Udało się przejść bez przewrotki.
Kolejny raz dopisała nam pogoda, humory, forma fizyczna. Kolejny bardzo pozytywny dzień.