KPG - Beskid Sądecki, Radziejowa 1262m n.p.m.
Udało się „zarazić” pomysłem kolekcjonowania szczytów KPG większą liczbę osób, dzięki czemu łatwiej mi znaleźć towarzystwo na
wyprawy. Tym razem moja Bratowa wymyśliła podbój dwóch szczytów w weekend:
Radziejowa i Wysoka, mimo że położone blisko siebie to znajdują się w dwóch
osobnych pasmach górskich; a pomiędzy nimi Szczawnica i Jaworki. I mimo iż
miałam już inny plan na weekend, to bez żalu z niego zrezygnowałam – zew gór
silniejszy!
Plan na sobotę to Radziejowa. Ruszamy ze Szczawnicy, idąc chwilę przez miasto podziwiamy zarówno stare niszczejące wille jak i te odnowione – ja byłam tu 15 lat temu i widzę co się zmieniło – na lepsze!! Pijalnia wód i Inhalatorium wraz z otaczającymi budynkami i parkiem to wciąż dla mnie najbardziej urocze miejsce. Ale przez uliczki przechodzimy żwawym krokiem i szlakiem niebieskim kierujemy się poza zabudowania, tam gdzie las i cisza spokój. Mijamy wodospad Zaskalnik i przy leśnictwie skręcamy z asfaltowej drogi w żwirowy dukt - teraz czujemy się jak na szlaku dopiero. Jest piękna słoneczna pogoda, las cichy, tylko ptaki muzykują; turystów jak na lekarstwo. Początkowo długo idziemy drogą i zaczyna nas już to nużyć, ale na szczęście szlak odbija w las – i tu już zaczyna się walka o metry przewyższenia - podejścia są miejscami strome i szybko się „zasapujemy”. Robiąc odpoczynki na oddech i łyk wody pniemy się krok po kroku w dobrych humorach. Gdy dostrzegamy wieżę radiotelegraficzną to już wiemy że Schronisko PTTK Przehyba blisko. Cieszymy się bo przyszliśmy wcześniej niż zakładał czas na drogowskazach. Tu wygodnie siadamy na tarasie i podziwiając widoki robimy popas – pusto, mało turystów, cisza i spokój.
Plan na sobotę to Radziejowa. Ruszamy ze Szczawnicy, idąc chwilę przez miasto podziwiamy zarówno stare niszczejące wille jak i te odnowione – ja byłam tu 15 lat temu i widzę co się zmieniło – na lepsze!! Pijalnia wód i Inhalatorium wraz z otaczającymi budynkami i parkiem to wciąż dla mnie najbardziej urocze miejsce. Ale przez uliczki przechodzimy żwawym krokiem i szlakiem niebieskim kierujemy się poza zabudowania, tam gdzie las i cisza spokój. Mijamy wodospad Zaskalnik i przy leśnictwie skręcamy z asfaltowej drogi w żwirowy dukt - teraz czujemy się jak na szlaku dopiero. Jest piękna słoneczna pogoda, las cichy, tylko ptaki muzykują; turystów jak na lekarstwo. Początkowo długo idziemy drogą i zaczyna nas już to nużyć, ale na szczęście szlak odbija w las – i tu już zaczyna się walka o metry przewyższenia - podejścia są miejscami strome i szybko się „zasapujemy”. Robiąc odpoczynki na oddech i łyk wody pniemy się krok po kroku w dobrych humorach. Gdy dostrzegamy wieżę radiotelegraficzną to już wiemy że Schronisko PTTK Przehyba blisko. Cieszymy się bo przyszliśmy wcześniej niż zakładał czas na drogowskazach. Tu wygodnie siadamy na tarasie i podziwiając widoki robimy popas – pusto, mało turystów, cisza i spokój.
Ale do szczytu jeszcze ok.1:45h więc idziemy dalej raźno
czerwonym szlakiem. Na szczyt dochodzimy w dobrym tempie – teraz czas na
radosne okrzyki i sesję fotograficzną. Poza wieżą widokową i tablicą informacyjną jest tu betonowy obelisk oraz pomnik upamiętniający 100-lecie Państwa Polskiego. Szkoda że wieża nieczynna i nie da się
zobaczyć panoramy ze szczytu. Nic tu po nas idziemy dalej.
Nasza
marszruta wiedzie dalej, bo punkt stop jest w Jaworkach. Więc musimy jeszcze
pokonać Małego i Wielkiego Rogacza. Oznacza to niestety zejście w dół i ponowną
wspinaczkę w górę. Ale za to widoki ładne, choć Tatry schowane pod kołderką
chmur. Z Wielkiego Rogacza niebieskim szlakiem idziemy spokojnie do Litawcowej,
skąd znowu zgodnie z czerwonymi oznaczeniami obieramy kierunek na Jaworki. Schodząc
w dół dochodzimy do cudnej polany z piękną panoramą na Pieniny, z królującymi
Trzema Koronami, oraz ukryte w chmurach Tatry.
Urok
łąki nas zaślepia niestety i gubimy szlak: idziemy za drogą ale nagle odkrywamy
że nie ma oznaczeń, nie ma też pewności czy tędy czy nie, GPS szaleje, co
robić...??!! Po debacie postanawiamy trzymać się drogi – w końcu musi gdzieś
prowadzić no i biegnie w dół. Nawigując się GPS czy idziemy w dobrym kierunku
dochodzimy do kolejnej leśnej drogi (dalej nie ma szlaku ale chociaż ta droga
jest na google maps) i idziemy nią w kierunku Jaworek. Gdy słyszymy dzwonki i
beczenie to przynajmniej wiemy że nie jest to zupełna głusza. W momencie gdy
droga zmienia się w strumyk trochę nas to dziwi... ale zmęczenie nie pozwala
się wahać, zamieniamy całą sytuację w żart i śmiejemy się sami z siebie. Po
kilkuset metrach już widzimy dachy domów, ufff!!
Z potoku wychodzimy wprost na parking przy Dolinie Białej Wody – patrząc na mapę zrobiliśmy sobie skrót schodząc z czerwonego szlaku, hahaha! Teraz już tylko szukamy noclegu (polecam https://www.eholiday.pl/noclegi-mm5032.html ), kolacyjka w Restauracji Bacówka (polecam jagnięcinę!!) i relaksik, regeneracja przed kolejnym dniem.
A na parkingu przy wejściu do Doliny Białej Wody taka oto kapliczka łemkowska. Biedna zagubiona, wokół samochody i jarmarczne stragany dla turystów...
Tak miała wyglądać nasza trasa - ostatni etap czerwonym szlakiem do Jaworek nie zrealizowany, mimo to wyszło nam więcej kilometrów niż na poniższej mapie - dziwne.