KPG - Masyw Śnieżnika, Śnieżnik 1426m n.p.m

Od jakiegoś już czasu śledziłam oferty PTTK dotyczące wycieczek w góry - głównie dlatego, że w dalsze rejony ciężko nam się wybrać samemu ze względów logistycznych - czas na dojazd, zmęczenie itp.; wyprawa w Sudety to już konieczność zanocowania. A wycieczki zorganizowane pozwalają wykorzystać czas podroży na regenerację (drzemkę), zaś koszt jest do zaakceptowania. Postanowiłam wypróbować jak jest, zwłaszcza że akurat był wyjazd na Śnieżnik z katowickiego PTTK, ja nie miałam planów na weekend ani towarzystwa na wypad w góry. Wycieczka pod względem organizacyjnym jak najbardziej pozytywna - mili ludzie, przewodnik zawsze coś opowie ciekawego, zaś na szlaku każdy idzie swoim tempem i ma pełną swobodę - ważne żeby stawić się na miejsce odjazdu na czas. 

Ale wróćmy na szlak.
Zaczynamy z Kletna, z parkingu przy Jaskini Niedźwiedziej. Nie mamy jednak czasu na zwiedzanie, żółtym szlakiem ruszamy w górę. Początkowo szlak prowadzi szeroka drogą wzdłuż strumyka (również szlak rowerowy), ale po jakimś czasie schodzimy na wąską kamienistą ścieżkę, którą pniemy się do góry. Kamienie tutaj to łupki i granity, ładne i dobre do deptania, pogoda duszna i szlak stromy więc sapiemy sobie.



Dochodzimy do Przełęczy Śnieżnickiej, gdzie skręcamy w lewo (dalej żółtym szlakiem), szeroką drogą prowadzącą do schroniska; mijamy charakterystyczną kapliczka 4 patronów.
Do Schroniska na Śnieżniku dochodzimy już z pochmurnym niebem i pierwszymi grzmotami. Więc po krótkim przystanku ruszamy na szczyt, mamy jeszcze 25 minut wędrówki. 




Podejście pod szczyt początkowo łagodne, od połowy robi się stromiej ale świadomość że cel już blisko dodaje nam energii. I wreszcie mamy możliwość podziwiać widoki i panoramę pobliskich pasm, mimo iż pogoda nie do końca sprzyjająca. 


W towarzystwie gromów i błyskawic, poganiani przez ciężkie ciemne chmury dochodzimy na szczyt -  jest płaski i "łysy" - to jego cech charakterystyczna. Kupa kamieni to ruiny wieży widokowej z XIXw. która na zdjęciach wydaje się ładna; szkoda że nie przetrwała czasów PRL-u. I tablica o jednej z najznamienitszych postaci z historii tej ziemi - Mariannie Orańskiej i poświęconej jej trasie turystycznej. Na szczycie są dwie tabliczki - po stronie polskiej i czeskiej, wokół małe piramidki z kamieni i mnóstwo miejsca na odpoczynek i wylegiwanie się - nie dla nas niestety bo niebo ciągle się odzywa. Wokół rozciąga się ładna panorama we wszystkich kierunkach choć przy naszej pogodzie nie wszystko widać idealnie - na czeskiej stronie widać fragment ścieżki w chmurach, na polska stronę patrzymy na Czarną Górę, tam się udamy w drodze powrotnej.


Schodzimy do schroniska lekko pokropieni deszczem - chwilowym, więc spokojnie siadamy na zewnątrz na popas. Ponieważ grzmoty przybierają na sile ruszamy dalej -  i w tym momencie zaczyna padać deszcz. Cóż, jakoś trzeba wrócić, dla turysty nie ma złej pogody tak mówią. Zakładamy kurtki od deszczu i idziemy.
Schodzimy z powrotem do przełęczy i ruszamy czerwonym szlakiem w kierunku Żmijowca (jedno z ramion masywu Śnieżnika). Szlak jest szeroki i łagodny, idzie się przyjemnie nawet mimo deszczu. Dochodzimy do Przełęczy pod Jaworową Kopą, skąd dalej czerwonym szlakiem ruszamy na Czarną Górę. Teraz już pniemy się pod górę szlakiem - strumykiem wśród kamieni. Wychodząc z lasu na piętro kosodrzewiny oglądamy się za siebie by podziwiać masyw Śnieżnika, a przed nami ciekawe skalne formy, bardzo mi się podobał kolor skał na tle zieleni roślinności i szarości nieba.


Na szczycie Czarnej Góry z wieży widokowej oglądamy panoramę w całej okazałości - pięknie jest!


Tu uwaga!!: na szczycie jest błędne oznaczenie szlaków, zamiast czerwonego który biegnie razem z zielonym, pojawia się czarny pasek - mylące zwłaszcza że na czerwono jest oznaczona trasa do kolejki narciarskiej; więc trzeba iść w stronę czarno-zielonych oznaczeń, aby po kilkuset metrach znowu znaleźć czerwone oznaczenia.
Zejście ze szczytu jest strome i po deszczu śliskie więc schodzimy czujnie do Przełęczy Puchaczówka. Tam czeka na nas autobusik - koniec pieszej wędrówki. Nasza trasa wyglądała tak:

Cała wycieczka bardzo udana, trasa piesza przyjemna i średnio wymagająca, chwilami bardzo łatwa więc ogólnie pozytywnie. Wędrówka w deszczu jest mniej sympatyczna, ale przynajmniej wiem teraz lepiej jak się zabezpieczyć na przyszłość przed przemoczeniem. Szkoda trochę że widoki nie były "zapierające dech w piersiach" ale i tak bardzo mi się podobało, pochmurne niebo ma swój urok. Kolejny szczyt z Korony Gór Polskich zdobyty. I myślę, że jeszcze skuszę się na PTTK-owskie wyjazdy.