Bory Tucholskie: z wiosłem w dłoni ze Swornychgaci do Drzewicza
Bory Tucholskie to lasy ale też i jeziora. Więc obowiązkowy spływ - niestety nie udało się wypożyczyć kajaków, za to mieliśmy kanadyjki. Wedle zapewnień Pani wypożyczającej sprzęt "trzeba się nieźle postarać aby ją wywrócić" - naszym znajomym udało się już po 200m od ruszenia, szacun!
Ruszamy ze Swornychgaci najpierw spokojnie Brdą, leniwie płynącą, niezbyt głęboką. Piękna słoneczna pogoda, ptaki robiące wrzaski w szuwarach, gdzieniegdzie kacze i łabędzie rodzinki, czapla łowiąca ryby. Sielanka.
Wypływamy na Jezioro Witoczno i podziwiamy błękit.
Za jeziorem znowu Brda się wije więc jest czas na śmiechy w grupie. W pokręconym Jeziorze Łąckim robimy postój na brzegu na rozprostowanie nóg i chwilę wytchnienia dla rąk. Potem już tylko przepływamy jezioro do mostu w Drzewiczu i tu kończymy nasze wiosłowanie - 9km w ramionach.
Bardzo fajna wycieczka, choć ja nie czuję się na wodzie pewnie i przy najmniejszym bujnięciu łódki serce mi zamierało, a przy zbliżającej się innej łodzi byłam bliska zawału. Na szczęście teraz pamiętam tylko przyjemność obcowania z przyrodą, wysiłku fizycznego i dreszczyk przygody.