Bułgaria. Sofia

Od września mam nową rolę zawodową i ta nowa przygoda zaczęła się od razu od podróży służbowej, do klienta do Sofii. Dla mnie to radość bo nie podróżowałam od bardzo dawna; a do tego do miasta które pewnie nie wybrałabym jako cel wycieczki.

Do Sofii lecę z Krakowa z przesiadką w Warszawie. Wciąż zachwyca mnie widok z okna samolotu, świat wydaje się taki spokojny i cichy.


Do hotelu w centrum miasta (Best Western Plus Bristol Hotel) dojeżdżamy ( z koleżanką) późnym popołudniem, więc ruszamy coś zjeść - polecono nam pobliską restaurację z tradycyjnym bułgarskim jedzeniem: Mehana Mamin Kolyo. Faktycznie, wystrój ludowy i prosty, mnie się bardzo podoba, w tle bułgarska muzyczka, cicho i spokojnie, siedzimy na patio. Zamawiam Kavarmę (gulasz), który się okazuje przepyszny - delikatne mięso pełne smaku; do tego lokalne wino  - i jest mi bardzo dobrze.


Jest już ciemno kiedy wychodzimyz restauracji, ale mimo zmęczenia robimy mały spacer - dochodzimy do budynku sądu z dumnie stojącymi lwami oraz cerkwi Sweta Nedela pięknie oświetlonej.


Podziwiamy też pomnik Świętej Sofii - w nocy podświetlony bił blaskiem, w dzień zobaczyłam dopiero, że część statuy jest ozłocona.


Dopiero następnego dnia, po skończeniu pracy, udaje mi się zobaczyć zabytki Sofii. Tym razem zaczynam spacer od pomnika Św. Sofii, jak widać na zdjęciu słońce już chyli się powoli ku zachodowi. Idąc w stronę meczetu wpada mi w oko mural Serdika - tak nazywa się ta część miasta, to nazwa Sofii z czasów imperium rzymskiego.


Do meczetu nie wchodzimy, idziemy zobaczyć ruiny starożytnego miasta Seridca, z czasów rzymskich IV-VI w p.n.e. Robi wrażenie. Część znajduje się na otwartym powietrzu, część pod szklanymi kopułami pod Placem Niepodległości a nawet na przejściach podziemnych metra - te części wystawy są ogólnodostępne i bezpłatne. A przy części zewnętrznej jest też uroczy kościółek Saint Petka.


Wychodzimy z podziemi przy budynku parlamentu bułgarskiego. Za nim znajduje się przeuroczy Park Królewski - stare drzewa i ocienione alejki, pełno rodzin na ławeczkach i biegających dzieci i psiaków, tak tu ciepło i klimatycznie. Na końcu parku mijamy Kościół Św. Mikołaja Cudotwórcy - jest nieduży ale bardzo dekoracyjny i mi się podoba ( mimo iż widzę go tylko od wejścia, choć część od ulicy jest bardziej ozdobna).


Dalej idziemy w stronę najbardziej znanego zabytku Sofii - Soboru Św. Aleksandra Newskiego; mnie wpada w oko jeszcze budynek Świętego Synodu Bułgarskiego Kościoła Ortodoksyjnego (tłumaczę za googlem więc nie wiem czy to do końca oddaje poprawną nazwę tego obiektu).


Sobór Św. Aleksandra Newskiego stoi dumnie na środku wielkiego placu. To jeszcze podkreśla jego wielkość. Dla mnie duże WOW!! Bardzo żałuję, że już zamknięty i nie mogę zobaczyć go w środku - może następnym razem... (o ile będzie okazja). 


Stąd schodzimy w dół koło pomnika Tsara Liberatora - wyglada jak nasz Piłsudski na Kasztance (zdjęć nie robię bo to plac budowy i szarość ogarnia dzień). Idziemy zjeść pyszne włoskie przysmaki w miejscu o nazwie La Prima By Friends - polecam!!

Tak kończy się moja wycieczka po Sofii - resztę oglądałam z okien taksówki w drodze do hotelu, do biura lub na lotnisko. Ogólnie wrażenia mam pozytywne, choć Sofia jawi mi się jako miasto trochę zaniedbane, z odrapanymi budynkami pomazanymi graffiti, brudnymi budynkami i witrynami sklepów - trochę jak u nas w latach 80-90tych. Ludzie mili, zabytki piękne i zadbane. Jestem zadowolona że miałam okazję tu być, choć tylko na dwa dni.