Tak sobie patrzę i ostatnio cicho tu strasznie... nie dlatego, że nic się nie dzieje. Bo święta tuż tuż. Bo praca. Bo codzienność. Dzieje się dużo ale na poziomie przyziemności. Więc będą dwa posty pod rząd o prawie tym samym - ale nie do końca.
Po raz kolejny wracam do Sofii służbowo. Jednakże, po ostatnim wyjeździe, gdzie była tylko praca-praca-praca, tym razem postanowiłam wykroić trochę czasu dla siebie. To na co wcześniej brakowało mi czasu to zwiedzanie zabytków - licznych cerkwii - od środka: jak wracałam z pracy do hotelu to już były zamknięte. Tym razem postanowiłam to zmienić. Chciałoby się powiedzieć zgodnie z przysłowiem że "Do trzech razy sztuka". U mnie doszło do czterech razy, bo za czwartym pobytem w Sofii osiągnełam ten cel. Wiązał się on z pobudką o 2:40 rano i wczesnoporannym locie, ale już mogę powiedzieć, że było warto.
Ciekawe - jak bardzo dobre rzeczy "osładzają" mi wszystko inne. Jak to mnie cieszy!
Zaczynając od wschodu słońca ponad chmurami.


Ale wracając do Sofii i jej urokliwych zabytków.
W dzień przylotu szybciutko melduję się w hotelu, odświeżam - i ruszam na spacer. Okazało się na końcu, że był to spacer śladem kościołów i sklepów spożywczych, ale co tam! Po kolei. Tak dla jasności - spacery odbyłam dwa, ale połączyłam to tutaj w jeden post, bo miejsca się uzupełniają bardzo fajnie.
Uprzedzam - wiele miejsc już widziałam z zewnątrz i znalazły już swoje miejsce na tym blogu. Tym razem uzupełniam opis o ich wnętrza. Pięknych miejsc nigdy za wiele.
Zaczynam od Soboru św. Aleksandra Newskiego. Ogromna przestrzeń, nisko zawieszone żyrandole, przez co sufit nie jest widoczny niestety. Cieniutkie świeczki zapalone w intencji to niedołączna część modlitwy. P.S. robienie zdjęć kosztuje tutaj 10lev (w pozostałych kościołach nie widziałam takiej opłaty ale starałam się być dyskretna w fotografowaniu)




Podbudowana tym, że WRESZCIE SIĘ UDAŁO!! zobaczyć wnętrze, idę do pobliskiej Cerkwii Mądrości Bożej. Zupełnie inna w stylu, jasna, z ceglastą strukturą ścian.
A na pobliskim skwerku gości bazarek "antykwaren" czyli nasz pchli targ; więcej tu jednak sztuki sakralnej - komercyjnej: ikony do wyboru do koloru, tylko zapłać.
Kieruję się dalej w stronę Serdicy. W Parku Puszkina wchodzę do Cerkwii św. Mikołaja Cudotwórcy. Z zewnatrz wyglada bajecznie zarówno w dzień, jak i w nocy (mówią na nią też Kościół Rosyjski). A wnętrze urocze, nieduże, z pięknymi freskami.
Idąc dalej przez Park Królewski dochodzę do świątecznego jarmarku - aż wstyd się przyznać, że to mój pierwszy bożonarodzeniowy jarmark w tym roku! Więc ruszam między budki ze wszystkim co da się zjeść na stojąco, plus świątecznymi ozdobami; raptem dwa rzędy budek i scena, ale całkiem milusio mi się robi - może to zasługa Gluhwein?!
Jak już jestem przy budynkach rządowych, postanawiam odszukać Cerkiew św. Jerzego - najstarszy budynek w Sofii, z IVw. Jest tak nietypowo wciśnięta pomiędzy budynki rządowe ( gmaszyska w stylu socjalistycznym, lata 60-70), przycupnęła jakby przez pomyłkę, przypadkowo... w środku sporo gablotek z sakraliami do kupienia więc to mi się trochę kłóci z sensem tego miejsca; ale z ciekawością oglądam i wyobrażam sobie jak tu mogło być setki lat temu...
Pare kroków dalej jest Cerkiew Sweta Nedela. Muszę powiedzieć, że ta podoba mi się najbardziej, od wewnąrz i z zewnątrz. Stoi tu samowar - kobieta używała wody z niego jak święconej aby skropić czoło i pierś. Sufit z wizerunkiem Chrystusa - przepiękny!
Skoro doszłam do Serdicy, to podchodze pod meczet Bania Baszi. Ale widząc wchodzących i wychodzących mężczyzn (buty stoją na dworze przed meczetem) trochę mnie oblatuje strach i nie decyduję się zjarzeć do środka... Za meczetem budynek dawnych łaźni, dzisiaj muzeum.
Wracam przez Plac Nezawisimosti, udekorowany świątecznie, a budynki rządowe podświetlone w barwach flagi bułgarskiej.
Ostatni kościół - Cerkiew św. Praskiewy. Tu wnętrze zaskakuje mnie w dwójnasób - jest ciemno i nic nie widać, bo... na środku ekipa filmowa kręci teledysk do ludowej pieśni! Podglądam zauroczona, niechcąc zepsuć momentu nagrywam tylko fragmencik z daleka, aby mnie nie wyproszono...
Zaszłam jeszcze przed budynek Teatru Narodowego "Ivan Vazov" - piękny, a do tego przystrojony świątecznie - takie wow!
Zresztą idąc ulicami Sofii natrafiłam na inne budynki skrzące się światełkami - uroczy klimat.
I to na tyle jeśli chodzi o grudniowy pobyt w Sofii. Muszę powiedzieć, że atrakcje na równi z pierwszym, kiedy odkrywałam każdy zakątek. Teraz centrum miasta skrywa już przede mną niewiele tajemnic... a może się mylę?!