Dolomity. Brunico

 Dzień wyjazdu z Włoch to również dzień na zwiedzanie. Po opuszczeniu hotelu w Terento, ruszamy do miasteczka Brunico (Bruneck po niemiecku) i spędzamy tu prawie 4 godziny.  Najpierw wdrapujemy się do zamku biskupiego górującego nad miasteczkiem. Mieści się tutaj jedno z sześciu muzeów R. Messnera (MMM - Messner Mountain Museum), tu akurat poświęcone ludziom gór. Nie zwiedzam wystawy, wybieram leniwe włóczenie się w pojedynkę uliczkami miasteczka.


U podnóża zamku niewielki Kościół św. Katarzyny z uroczą, pięknie zdobioną wieżą zegarową i dzwonnicą w barokowym stylu. A przed nim fontanna dziewczynki z gęsią.


Schodząc w dół, podziwiam panoramę miasteczka, urokliwe kamieniczki wzdłuż głównej ulicy starego miasta via Centrale. Cztery bramy miejskie przypominają, że w czasach średniowiecza mury pełniły funkcję obronną miasta.


Zaś tylna uliczka  (vicolo Posteriore) jest całkiem inna - cicho tu i pusto, aż dziw, że równoległa ulica tak tętni życiem. 


W górnej części Starówki znajduje się kościół parafialny z XIX wieku. Wnętrze piękne.
A za nim nieduży cmentarz, wyglądający inaczej niż nasze polskie nekropolie.



Spacer urozmaicamy sobie pyszną pizzą (na pół) oraz aksamitnymi lodami - kulinarne rozkosze we włoskim stylu. Świetne zakończenie mojej włoskiej przygody.



W południe wsiadam do autokaru i ruszam do Polski. 
Koniec.


Na razie mam w sobie tak dużo emocji, że trudno mi to wyrazić. 
Zachwyt. Piękno. Natura. Majestat gór. Spełnienie. Marzenia. Duchowość. Wrażliwość. Pogoda ducha. Wiara. Moc. Energia. Dobro. Ukojenie. Wdzięczność.
Czuję się wypełniona po opuszki palców, a każda komórka ciała rozedrgana i reaktywna; w głowie galopują myśli i obrazy, wciąż przetwarzam, wspominam... 

Ale we wnętrzu spokój i szczęście.