Gdy padł pomysł wycieczki całą ekipą na Czerwoną Ławkę w Tatrach Słowackich, byłam podekscytowana pomysłem ale też trochę sceptyczna. Poczytałam trochę w internecie o trudności tej trasy i pojawiły się obawy czy podołam fizycznie - z całej naszej grupy najmniej chodziłam po wysokich górach z mocną ekspozycją, mam najsłabszą formę i dużo lęków. Serce się rwało do góry, rozum mówił, że jak nie z ekipą to nigdy; lęki i obawy należało oswoić.
Więc pojechałam, podbudowana dobrą prognozą pogody oraz wsparciem E. Nasza baza była w Tatrzańskiej Łomnicy tuż przy dworcu, więc do "Elektrićki" mieliśmy dwa kroki. Postanowiliśmy oszczędzić trochę nogi i podjechać do Starego Smokowca, plus wjechać na Hrebeniok kolejką (wyjazd góra/dół to 13 euro w 2023, kolejka jeździ od 7mej rano). Stąd ruszamy czerwonym szlakiem w stronę Chaty Zamkowskiego, po drodze mijamy wodospad Olbrzymi (Obrovsky).
Dalej szlakiem zielonym przez Dolinę Małej Zimnej Wody (Mala Studena Dolina). Tu już króluje kosodrzewina, która stopniowo oddaje pole granitowi skał.
Do kolejnego schroniska, Teryego (Chata Teryho) - musimy się wspiąć ostro pod górę; w pełnym słońcu i temperaturze blisko 30stopni to dla mnie spory wysiłek. Więc co chwilę zatrzymuję się na złapanie oddechu i podziwianie widoków. Wychodząc coraz wyżej moim oczom pokazuje się cel dzisiejszej wędrówki - górująca po lewej Spąga (Priecna veza) a poniżej przełęcz zwana Czerwoną Ławką (Priecne sedlo).
Przy Chacie Teryho robimy dłuższą przerwę, podziwiając widoki i uzupełniając kalorie. Cudnie tu. Przy schronisku jest pierwszy ze stawów, bo zaczyna się tu Dolina Pięciu Stawów Spiskich, kolejne będziemy mijać idąc dalej w górę. Jest tu przepięknie, choć ludzi sporo.
Ale pora ruszać dalej. Żółty szlak wiedzie wzdłuż malowniczych jeziorek, ale potem zaczyna się znowu ostra wspinaczka pod górę. Przed sobą widzę wąską scieżynkę wijącą się w oddali, prowadzącą na przełęcz, cel naszej wędrówki.
Dochodząc pod ścianę chowamy się w cieniu góry i ubieramy uprzęże i lonże. Zaczyna się najtrudniejsze podejście: po łańcuchach albo po ferracie. My wybieramy tą drugą opcję bo jest tu mniej ludzi a na łańcuchach tłumy. Plus... właśnie słyszymy jak ktoś przy łańcuchach krzyczy i spada w dół... okazuje się, że jakaś dziewczyna spadła kilka metrów w dół. Ten krzyk i cisza po nim... nigdy nie czułam czegoś podobnego. Zamykając wątek wypadku - przekazujemy w dół aby wezwano pomoc bo nie mamy zasięgu; cała historia kończy się na szczęście dobrze, dziewczyna dochodzi do przełęczy skąd zbiera ją helikopter HZS.
A my ruszamy na szlak wyznaczony przez stalową linę. Początkowo jestem mocno zestresowana bo przede mną pionowa ściana. Ale na szczęście trasa jest dobrze ubezpieczona i idzie mi się bardzo dobrze, łapię rytm przepinania się na linie, od czasu do czasu odwracam się podziwiać widoki i robić zdjęcia. Jest przepięknie!! Z lekkością i radością w sercu dochodzimy na przełęcz i robię sobie pamiątkowe zdjęcie na czerwonej ławce.
Akurat kiedy pokonujemy Czerwoną Ławkę, zawisa nad szczytami czerwony helikopter. Pierwszy raz jestem świadkiem akcji ratunkowej z tak bliska (na szczęście poszkodowana jest nie najgorszym stanie- pani szła w sandałach i skończyła z bandażami na kolanie).
Za Czerwoną Ławką jest jeszcze kawałek ferraty, a potem już zejście w dół do Zbójnickiej Chaty. Widoki zrobiły się bajkowe dzięki chmurom spowijającym szczyty i słońcu przesuwającemu się coraz bardziej na południe i barwiącym wszystko na złoto.
Tu też mijamy kolejne stawiki, małe turkusowe oczka.
Robimy krótki postój i ruszamy dalej w dół, niebieskim szlakiem. Zejście długie i żmudne Doliną Wielkiej Zimnej Wody. Początkowo idzie się dobrze, choć trzeba patrzeć pod nogi, potem jednak stopy bolą coraz bardziej i marzę tylko aby już dojść do końca. Kiedy w końcu docieram do skrzyżowania szlaków pod Rainerovą Chatą, jestem szczęśliwa że to już koniec kamienistego tuptania.
Zjeżdżamy wagonikiem do miasteczka i ruszamy na świętowanie tej udanej wycieczki. Cała trasa przebiegała tak, wg. mapki z www.mapa-turystyczna.pl.
I mini video-relacja z pięknych tatrzańskich panoram.
To była piękna wyprawa. Wyjątkowa, bo myślałam, że to dla mnie nieosiągalne. Okazało się, że mogę więcej niż myślę!
Po pierwsze pokonałam swoje obawy i lęki - bardzo się z tego cieszę. To dodało mi też wiary w siebie. Po drugie piękne widoki - to chyba najpiękniejsza trasa tatrzańska jaką do tej pory przeszłam.
Czuję się dumna, szczęśliwa i spełniona.
Czekam na kolejne.