Dzień Kobiet 2024 "Mulin Róż", Hotel Pod Jedlami, Wisła.

 W tym roku znowu z naszym "gangiem" EKK postanowiłyśmy świętować Dzień Kobiet "na bogato", czyli na zorganizowanym weekendzie dla Pań. W tym roku, z polecenia koleżanki, padło na hotel Pod Jedlami w Wiśle. Bardzo ładnie położony, z widokiem na miasteczko, w samym centrum. Wygodne pokoje, miła obsługa, dobre jedzenie; nie korzystałam ze spa (sauna) ani innych usług, więc trudno mi oceniać. Ogólne wrażenie bardzo pozytywne. Hotelu pilnuje Hutnik nie zgłębiłam dlaczego, ale bardzo mi się podobał.

Weekend na Dzień Kobiet zaczynał się w piątek od kolacji i malowania przy winie. Bardzo mnie intrygowało co to takiego, bo pędzel w ręce nie jest mi obcy. Były to sympatyczne warsztaty, gdzie wino działało jako "katalizator geniuszu" i pomagało przelać wizje na płótno. Dobra zabawa bez żadnych reguł i zasad, taki kompletny luz. Efekt na płótnie przyzwoity, nie jest to dzieło wybitne tylko proste mazaczki w zamierzonym celu. Dodam, że bałwochwalczo powiesiłam go na ścianie w mieszkaniu.

Po warsztatach był czas wolny, który zgodnie z "Zasadą Las Vegas" przemilczę, pisząc tylko, że było sympatycznie.

Po sobotnim śniadaniu wyruszamy na kawę i deser do Wisły, jest piękna pogoda więc żal byłoby nie skorzystać! Przyjemnie jest z innymi babkami pogadać poważnie i pośmiać się z niczego. Takie poczucie przynależności mnie wzmacnia. A Wisła dodaje skrzydeł.

Po powrocie czekały na nas warsztaty tańca rodem z burleski - ja i choreografia to trudna relacja, zwłaszcza że notorycznie mylę prawą stronę z lewą. Ale w sumie było w porządku, pan dawał dużo czasu aby nawet takie łamagi jak ja zdążyły przyswoić kilka prostych ruchów ułożonych w sekwencję. Zobaczymy czy się utrwali na dłużej.
 Potem brunch i miła niespodzianka, słodkie celebrowanie urodzin pięciu solenizantek, w tym również mnie.

A sobotni wieczór to główna atrakcja całego wyjazdu, czyli przebierana impreza w różowym kolorze. Oto moja stylizacja, z odrobiną szaleństwa. 

A tutaj reszta naszej grupy - rzadko wrzucam zdjęcia innych osób (RODO) ale tym razem sobie pozwolę, licząc, że przebrania maskują trochę prawdziwe twarze a zdjęcie jest niewyraźne. 

Wieczór minął sympatycznie, choć nie była to wystrzałowa impreza - były niedociągnięcia które ja, jako członkini Ekskluzywnego Klubu Kobiet, nie omieszkałam nie zauważyć. Ale nie będę tu pisać. To był miły wieczór.
W ramach weekendowych atrakcji, w niedzielny poranek miałyśmy też spacer w pobliskie góry - o tym będzie kolejny post. A potem już do domu, do codzienności bez różowych okularów.

Ogólnie cały weekend był dużą dawką pozytywnej energii którą dzieliłyśmy się ze sobą. Miejsce, atrakcje - mnie to nie potrzebne, choć było miło (ogólna ocena pakietu hotelowego na Dzień Kobiet, 8/10). Cieszę się, że choć na chwilę zapomniałam o troskach, choć nie udało mi się nabrać dystansu tak w pełni, zresetować się, wyluzować. 

Coraz to trudniejsze. Moje wewnętrzne dziecko - gdzie jesteś?!