Monte Bondone cz.II - zasypane (02/2013)

W czwartek nadeszło załamanie pogody, od rana sypało (za przeproszeniem waliło) śniegiem. Jeździło się marnie bo widoczność słaba; no i spadek formy po Forgalidzie dzień wcześniej. Moje kolana odmówiły posłuszeństwa i po dwóch godzinach jazdy powiedziałam "pas!". Wieczorem (w czwartki) jest nocna jazda, wszyscy się nastawili na jazdę przy lampach ale niestety, odwołali bo nie było warunków. Eh... Jedyny plus to zmiana krajobrazu na bardziej bajkowy.
W piątek (to nasz ostatni dzień) było już pogodowo ok, widokowo  jeszcze bardziej ok :).
Więc kto mógł jeździł do utraty sił; ja pauzowałam, niestety, starość nie radość i stawy już nie te....
Ale był za to czas na włoską pizze - RE-WE-LA-CJA.







Jeśli już jesteśmy przy opadach to dwie rzeczy warte wspomnienia. Taras naszego apartamentu, zasypany na ok 30-40cm z górkami i dołkami, idealna miejsce na schładzanie napoi w lodzie. O ile sople z dachu budynków co jakiś czas były strącane, to balkonami się nie przejmowano. Śnieg na poręczy spadł w jeden dzień, podobnie jak na naszym samochodzie. Oczywiście to wokół auta to zaspa śnieżna. Bez komentarza.