KPG - Bieszczady, Tarnica 1346m n.p.m

To był spontan. To był cudowny wyjazd!
Koleżanka  w środę chyba cośtam bąknęła, że by chętnie jechała jesienią w Bieszczady, ja że też się piszę bo pogoda żyleta, kolejni że oni też... i już było postanowione że jedziemy w piątek wieczorem!
Nocleg "na glebie" w schronisku bo w całych Ustrzykach Górnych nie było miejsca na ostatnią chwilę. Ale nas to nie zraziło. Jadąc którąś już godzinę wciąż sobie powtarzaliśmy że jak jutro otworzymy oczy to zapomnimy o tych godzinach w samochodzie. I tak było - jak tylko wysiedliśmy na parkingu pod Małą Rawką i spojrzeliśmy w niebo. Niebo pełne gwiazd, obsypane jak ciasto cukrem pudrem, aż jasne od gwiezdnego blasku, Droga Mleczna... po prostu brakuje słów!
A rankiem owszem, jak tylko po pobudce 6:30 w Bacówce pod Małą Rawką wyszliśmy przed budynek, to wiedzieliśmy że to był świetny pomysł by "rzucić wszystko i jechać w Bieszczady".


Sobota zaplanowana była na zrobienie pętli z Wołosatego przez Tarnicę, Halicz i Rozsypaniec z  powrotem do wioski. Szlak niebieski zaczyna się od razu widokiem na cel naszej wędrówki - to lubię!
Od początku było cudownie, mimo że ludzi sporo to nie zwracałam na nich uwagi. Chłonęłam złoto - brązowe barwy na błękitnym, bezchmurnym niebie. W lesie ścieżka pięła się momentami stromo, po kamiennych schodach, więc sapię sobie i krok po kroku pnę się do góry. I podziwiam jak promienie słońca prześwietlają złote liście, jak przy powiewie wiatru spada nam na głowę złoty deszcz.

  

Jako nagroda piękne widoki jak już wychodzę na wysokość łąk.  Za chwilę rozpoczyna się ścieżka wiodąca na Przełęcz pod Tarnicą, ludki się wiją idąc po schodach powoli do góry w pełnym słońcu. Idę razem z nimi oglądając się na wszystkie strony i podziwiając piękne widoki.


Z przełęczy 15 minut "schodkowania" i jestem na szczycie, zasapana ale szczęśliwa. Jest, jest jest!! Pamiątkowe fotki pod krzyżem i uciekamy na trawkę na słodki relaks i napawanie się pięknem Bieszczad. Jest bosko, patrzeć tak przed siebie na niezliczone pasma gór, bez śladu ludzkiej obecności, w ciepłych jesiennych barwach. Wolność.


Ale przed nami jeszcze kawał drogi więc schodzimy na dół - na przełęczy tłoczno więc uciekamy na czerwony szlak wiodący do Wołosatego. Idę co chwila zerkając na Tarnicę za naszymi plecami, od czasu do czasu zadzieram też głowę na grzbiet Kopy Bukowskiej. Większość szlaku, już za Przełęczą Goprowską, prowadzi trawersem zbocza cały czas lekko do góry. Wąska ścieżka sprawia, że mijanie się z idącymi z naprzeciwka wymaga uważności.


Wspinamy się na Halicz i Rozsypaniec cały czas zachwycając się tym co przed naszymi oczami. Każdy krok to odkrywanie kolejnego piękna.



Ale w końcu schodzimy z łąk do lasu i dochodzimy do Przełęczy Bukowskiej. Stąd już wędrówka mniej sympatyczna, bo prawie 8km drogą leśna, kamienistą lub asfaltową, prawie płasko biegnącą i bez żadnych urozmaiceń - dłuży się niemiłosiernie... Słońce chowa się szybko za wzgórza gasząc płonące złotem i czerwienią lasy, przynosząc chłód i mrok. Do parkingu dochodzimy już o ciemku.


To była cudowna wędrówka, choć nogi zmęczone (wg. Endomondo 26km ale trochę zwariował mi, wg. Mapy Szlaków Turystycznych ok.19km) to serce pełne szczęścia.
To był cudowny dzień, cudowna przygoda. Aż brak mi słów. Radość, duma, wdzięczność, wzruszenie.