Pilsko - mglisty spacer ponad chmury

Mimo iż prognozy na weekend nie były optymistyczne, to i tak wybrałyśmy się (z moją nieodłączną partnerką pieszych wędrówek, B.) na wyprawę na Pilsko. Wiedziałyśmy, że nie ma co liczyć na piękne widoki ale szkoda byłoby nam siedzieć w mieście. Poranek był pochmurny, deszcz wisiał w powietrzu. Z parkingu w Korbielowie pod Smrekiem ruszamy czarnym szlakiem w towarzystwie owiec - na szczęście za chwilę wdrapują się na łąkę a my spokojnie wędrujemy dalej. Las mglisty i jesienny, czerwone buki ścielą nam dywany pod nogi. 


Szlak pnie się stromo pod górę aby wyprowadzić nas na halę pod Uszczawnem Wyżnym a potem Halę Górową. Nie ma co liczyć na panoramę Beskidów i  rozległe widoki - widzimy kilkanaście metrów przed sobą i musi nam to wystarczyć. Nie powiem, mglisty las ma w sobie dużo uroku i magii, nostalgii za odchodzącym latem. 


W tym nastrojowym klimacie dochodzimy do schroniska na Hali Miziowej - wyłania się przed nami po przekroczeniu mostka, wielkie monstrum owinięte we mgłę. Nie zatrzymujemy się jednak na przerwę, tylko pniemy się dalej na szczyt, we  mgle pokonujemy strome kamieniste podejście. 


Idąc, sapiąc, zatrzymując się co kilkanaście kroków na złapanie oddechu, dostrzegamy przebijające się przez chmury słońce. Nagle! wyłania się niebieskie niebo a my zostawiamy chmury za nami!! Woow!! Tego się nie spodziewałam! Chmury wiszą poniżej, a my w pełnym słońcu idziemy dalej, dodatkowo podładowane tą niesamowitą pogodą. Wodne perełki skrzą się na gałązkach traw, widzimy już koniec podejścia i pas kosodrzewiny, którym łagodnie dochodzimy na szczyt.


Na wierzchołku nie ma dużo ludzi, robimy pamiątkowe fotki - plus podziwiamy Babią Górę majestatycznie wyłaniającą się sponad warstwy chmur. Chwila relaksu i radości że tak nam się pogoda udała.


Ale pogoda się zmienia i wymusza w nas dalszą wędrówkę. Nie chcemy wracać prosto na dół, więc postanawiamy zrobić spacer przez Las Suchowarski. Najpierw mamy trudno trafić na początek szlaku - mgliście i na szerokiej polanie dużo różnych ścieżek, ale wspomagając się apką Szlaki Turystyczne udaje nam się nie pobłądzić i trafić na szlak. Początkowo wzdłuż strumyka, potem dosyć stromo, kamieniście w dół, uf.... na szczęście wchodzimy w las i tam już idzie się przyjemnie. Z niebieskiego szlaku skręcamy na czerwony i wracamy do schroniska (taki skrót, hihih). 


No i teraz nie pozostaje nam nic innego jak wracać... wybieramy żółty szlak, który okazuje się bardzo malowniczy i przyjemny. Mgły znikają więc możemy podziwiać piękne, żółto-złoto-czerwone Beskidy. Cudownie. Już wiemy, że to był udany dzień, udany spacer, że było warto wstać o wpół do szóstej w wolny dzień.  


Na koniec jedziemy jeszcze do Żywca aby uzupełnić kalorie w Restauracji Browar Krajcar - cóż za pyszna wątróbka. Deser też wciśniemy, z kawą w Miętówce przy rynku. Zmęczona ale szczęśliwa.