Luty - podsumowanie
Nie pisałam tu za dużo w lutym, mimo że nie było nudy. Ale jakoś wydarzenia, momenty, chwile ulotne o mniejszym kalibrze. Więc wrzucam tutaj, zbiorczo. Ku potomoności.
Było dużo testowania słodkich monodeserów, wytwarzanych przez moją koleżankę Agnieszkę. Małe dzieła sztuki, a do tego wyśmienite smaki.
Było jedzenie na mieście w ramenowni, z pyszną matchą i japońskim wystrojem - OhMyRamen Sosnowiec, ładne wnętrze i dobre jedzenie.
Było świętowanie urodzin - najpierw z moimi przyjaciółkami, dużo dobrej energii (choć mnie zawsze mało NAS!). A sam dzień urodzin to był dzień po mojemu, taki jak chciałam i potrzebowałam. Wolny ostatni dzień lutego zaczęłam od śniadania z B. moją przyjaciółką. Potem Muzeum Śląskie, masaż kobido, a na koniec pizza z synem i lampka szampana w domowym zaciszu przy komedii romantycznej. Bardzo dobry dzień.
Była też studniówka syna, wyjście do Teatru Zagłębia, sport, spacery, książki, seriale itp.
Ogólnie luty zleciał mi szybko, gdzieś pomiędzy pracą, problemami w życiu prywatnym a próbami układania sobie codzienności tak aby było mi dobrze. I w sumie było ok ( to "ok" ma duże znaczenie, większe niż te dwie litery i standardowe podsumowanie że jest dobrze). Oby tak dalej.