Beskid Żywiecki. Hala Rysianka i Hala Lipowska

 Marcowy wypad w góry to tradycyjnie poszukiwanie krokusów. W Beskidach jest kilka takich miejsc, gdzie można cieszyć oczy fioletowymi dywanami; jednym z nich jest Hala Rysianki. Więc w tam wędrujemy. Ale żeby była jakaś odmiana (bo byłyśmy tam w grudniu), wybieramy inną trasę.

Ruszamy ze Złatnej Huta czarnym szlakiem w stronę Rysianki. Pogoda sztos - wreszcie słońce, ciepło! W lesie nieznaczne tylko ślady po śniegu, króluje błoto i mokra ziemia. Idzie nam się dobrze, choć szlak pnie się cały czas do góry raczej stromo i dużo innych wędrowców nim podąża. Ale mamy czas na pogaduchy o wszystkim.

Na Hali Rysianka zaczyna się fiolotowe love - krokusy już w ostatnim stadium kwitnienia, piękne fioletowe dywany. Na zdjęciach tego nie widać tak ładnie. Więc patrzymy, patrzymy...


Zadowolone, że główny punkt wycieczki tak nam się udał, idziemy na Halę Lipowską i tam w słoneczku raczymy się kawą w doborowym, sernikowym towarzystwie. Krokusy tutaj też są.


Ze schroniska na Hali Lipowskiej postanowiłyśmy zejść niebieskim szlakiem, trawersującym zbocze.
Na początku duużo błota, woda i błoto, błoto i woda. Ale humory nam dopisują, to najważniejsze.


Szlak niebieski bardzo ładny, widokowy, na horyzoncie panorama Tatr. Ale strasznie długi!! I niestety, na koniec prawie 3km asfaltem pod górę, z powrotem do parkingu. To chyba nie był dobry wybór, no ale już nie ma wyjścia - trzeba dojść do końca.
W sumie pętla ok.15,km. Dobra wędrówka, nogi zmęczone, głowa zresetowana, serce wypełnione dobrem. Tak mniej więcej wyglądała nasza trasa wg. www.mapa-turystyczna.pl