Google (05/2013)


Popularnie sie mówi, że „Google wie wszystko” - oto historyjka z życia (mojego) wzięta.

Poszłam złożyć wniosek o nowy dowód osobisty do urzędu w mieście na S. Oczywiście w dzień dyżuru, urząd pracuje do 17:00, ja wpadłam ok.16:35, o dziwo nie było „petentów”. Pani spojrzawszy w moje papiery stwierdziła, że skoro jestem zameldowana w mieście B. to ona musi potwierdzić z nimi, czy moje dane są aktualne. Hm.. jak mus to mus. 
Więc Pani otwiera swój kajecik, wykręca numer – zonk! Nie ma takiego numeru. Dzwoni na biuro numerów, dostaje inny numer telefonu; wykręca – to samo: nie ma takiego numeru! Co jest kurcze? Pani troszkę zirytowana już, bo jak ma się dodzwonić jak nie ma numeru?! Więc JA wyciągam komórkę (czyli telefon), właczam internet, wpisuję w Google szukaną instytucję i po 3 minutkach numer telefonu już jest, dodzwaniamy się. 

Eh... ja jestem typem „zinternetowanym”, wierzę w internet jako źródło informacji; nie zawsze wiedzy – podkreślam, bo niektórzy często to mylą a efekty są koszmarne.  Ale jak mam czegoś poszukać albo się o coś dowiedzieć – wpisuję w wyszukiwarkę zamiast otwierać encyklopedię (mam, 24tomową), książkę telefoniczną (?) czy coś w tym stylu. Pozostaję wierna jedynie papierowym mapom - rozkładanym, do wodzenia palcem...
Więc czy Google wie wszystko? Pewnie nie, ale wie dużo – i ciągle coraz więcej... więc dzięki ci www.google.pl !