Frankenjura - Szwajcaria Frankońska

Pierwszy przystanek na naszej trasie, łączymy przyjemne (wspinanie) z pożytecznym (przerwa w podróży). Do miasteczka Pottenstein docieramy bez problemu, troszkę szukamy kampingu (bo jeden okazał się megadziurą, drugi zabity ludźmi i strasznie głośny) - w końcu znajdujemy przytulne pole Jurahohe gdzie zostajemy na dwie noce (szczerze polecam to miejsce!). Mamy więc cały dzień na wspinaczkę. 
Dzieci pod okiem niektórych mam ruszają na kąpielisko na rzece; świetne miejsce pod skałami, naturalny zbiornik ale bardzo ładnie urządzony, przytulny. Tylko woda lodowata bo płynąca; dzieciom to jednak nie przeszkadzało. 


A w tym czasie wspinacze ruszają w skały! Frankenjura to raj dla amatorów pieszych wędrówek, wycieczek rowerowych oraz oczywiście wspinania. Mnóstwo skał i ostańców, ścieżek, dróżek i innych udogodnień dla turystów. Wszystko między sielskimi wioskami i pagórkami pokrytymi kobiercami pól, łąk i lasów, w towarzystwie strumyków i rzeczek. Hm... jedyny "zonk" to te cholerne niemieckie nazwy!! Owszem, GPS (bez niego ciężko po tym labiryncie się poruszać, a z nim...) poprowadził nas do miejscowości Neustadt ale nie tej co trzeba! oddalonej o 60km! No nic, ale znaleźliśmy skałę i powspinaliśmy się choć nie było "efektu wow". Także Frankenjura pozostawia lekki niedosyt. Ale to tylko 00km od domu więc "we'll be back!"




Na osłodę wybraliśmy się do miasteczka na lody, przy okazji obejrzeliśmy miasteczko. Bardzo ładne stare miasto, czyste i zadbane. Spacerek skończyliśmy na szczycie na którym znajduje się stara strażnica. Ze wzgorza widok na panoramę Pottensteinu i Burg czyli zameczek górujący nad resztą miasteczka.