Baranów Sandomierski

Na drugi majowy weekend wybraliśmy się do Sandomierza - w ostatniej  chwili udało się znaleźć wolny pokój więc bardzo się cieszyłam. Plan był prosty - Sandomierz plus rowery. Ja oczywiście chciałam zwiedzać jak najwięcej, Młody zobaczyć miejsca z "Ojca Mateusza", mąż pojeździć na rowerach. Teraz po powrocie mogę powiedzieć, że udało nam się pogodzić wszystkie elementy.
Na prawdę udany rodzinny wyjazd! 

Po drodze wstępujemy do Baranowa Sandomierskiego, oczywiście aby zwiedzić zamek. 
Piękny obiekt, robi wrażenie swoją jasnością, czystością, zadbaniem, a przede wszystkim piękną bryłą. Dziedziniec kojarzy się z Wawelem, ale oryginalne schody przykryte dachem w kształcie hełmu rycerskiego nadają mu niepowtarzalny wygląd. Pięknie zdobione sufity krużganków, motywy kwiatowe oraz heraldyka to coś od czego nie mogłam oderwać oczu. Niestety na środku dziedzińca rozstawiono namiot gastronomiczny przez co efekt był mniejszy. Ale jak dla mnie na prawdę pięknie. Zwiedzamy wnętrza z przewodnikiem (młody chłopak mało interesująco opowiadał o zamku ale trudno), spacerujemy, odpoczywamy. 












Kolejnym elementem miał być spacer po parku ale się rozlało (nawet nie rozpadało, po prostu zlewa na całego), więc biegusiem do samochodu; nie odpuściłam tylko kwitnących tulipanowców, niesamowite!