Tatry - spacer do Siklawicy

Po sobotnim przemoknięciu, gdy niedzielny poranek powitał nas srogim deszczem, długo zastanawiałyśmy się co z robić z tym dniem - czy iść moknąć, czy zostać w pokoju i się nudzić, czy też może spakować się i wracać do domu. Ostatecznie zdecydowałyśmy na krótki spacer od Doliny Kościeliskiej w stronę wodospadu Siklawica i Sarniej Skały. Oczywiście deszcz lał cały czas, niebo szare ale szlaki kolorowe od foliowych pelerynek. Ruszyłyśmy ścieżką nad Reglami (czarny szlak) starając się zwracać uwagę tylko na pozytywy tej wyprawy, która mimo deszczu miała też swoje uroki.


Dochodząc na Przysłop Miętusi zaczął padać deszcz ze śniegiem, a w Dolinie Małej Łąki już regularne płaty śniegu. Zrobiło się biało i magicznie kiedy wspinałyśmy się na Przełęcz w Grzybowcu.


Mnie ten biały krajobraz dodał energii, zrobiło mi się jakoś weselej, śnieg mnie ucieszył i nawet zapragnęłam zimowego pleneru. Lżej mi się szło z białym krajobrazem wokół, napawałam oczy zielenią szybko skrywającą się pod białą kołderką, uroczymi drobiazgami natury.
Zejście czerwonym szlakiem do Polany Strążyskiej wiodło stromo w dół i cieszyłam się, że idziemy akurat w dół a nie w odwrotnym kierunku. Na dole, gdy już potok szumiał koło mnie, było mi dobrze.


Chwilę rozgrzałyśmy się w Herbaciarni Parzenica - grzane wino działa cudownie, potem spacerek pod Siklawicę  (z Sarniej Skały zrezygnowałyśmy bo widoczność była bardzo słaba) i wędrówka do Zakopanego na dobre jedzonko (restauracja Christina); powrót do Kir busikiem. 


A poniedziałkowy poranek był już w białym klimacie. Z braku suchych butów pozostało nam już tylko spakować się i wracać do domu.


Wyjazd całkiem przyjemny, choć zupełnie inaczej był planowany. Pogoda okazała się dyktować nam warunki, nie byłyśmy chyba dostatecznie dobrze przygotowane, zarówno psychicznie jak i logistycznie na jesienne Tatry. Ale udało się zrobić całkiem przyjemne dwa wypady. I posnuć plany na kolejny górski wyjazd.