COVID-19. Wrażenia, odczucia, przemyślenia
Pandemia etap drugi. W październiku i listopadzie lista osób chorych wynosiła średnio ok 20-25tys.dziennie, zgonów nawet ponad 500. Mimo zakazów i obostrzeń sytuacja dużo gorsza niż wiosną tego roku. Więc nie myślało się kategoriami "czy", ale raczej "kiedy" zachorujemy. Smutna, straszna rzeczywistość.
Kiedy mój Mąż złapał przeziębienie - myślałam: "jak co roku". Ale jak stracił węch to poczułam gęsią skórkę. 26-ego października zrobił test PCR, a dzień później okazało się, że wynik jest dodatni. Szok i niedowierzanie. Lekka panika, co teraz? Bałam się bo palacz, czy jego płuca dadzą radę. Ale dzień później ja poczułam się gorzej - ból głowy, ból gardła, sucha śluzówka, zanik węchu, ogromne osłabienie. MAM TO. Znowu szok, oswajanie się z tą myślą - oraz z myślą, że mogłam narazić moich rodziców.
Kwarantanna w domu, 17 dni, wieczność. Każdy dzień to samo-obserwowanie jakie się ma objawy, i samopoczucie, analizowanie każdego szczegółu, szczególiku. Każdego dnia walka o siłę by zrobić cokolwiek. Siłę fizyczną i psychiczną. Zamknięcie w domu na tyle dni to klaustrofobiczne doznanie, depresyjne i opresyjne gdy nie ma się kontaktu z ludźmi, tylko dostęp do wiadomości i publicystyki. Plus objawy chorobowe - gdy po tygodniu wróciły mi siły, to pojawił się ucisk w klatce piersiowej. Panika, strach, tysiące myśli, niewypowiedzianych bo strach mówić głośno... Kolejne dni mijały, zdrowie raz lepsze raz gorsze, stan zawieszenia, niepewność, obawa, strach, brak wiary w dobre jutro, brak wiary w siebie - w końcu mój organizm nie okazał się tak silny jak myślałam, moja psychika szklana bańka krucha i rezonująca każde drgnienie rzeczywistości.
Dla mnie te 17 dni było bardzo, bardzo ciężkie. Fizycznie i psychicznie. Nie umiem teraz tego opisać, bo każdy dzień to były fale uczuć i wrażeń o ogromnej amplitudzie. Dołożyły się do tego inne problemy w relacjach rodzinnych. Chwilami na prawdę chciałam iść spać i się nie obudzić.
Dzisiaj jestem już "na wolności", czyli zakończyłam kwarantanne. Cieszę się, że moi bliscy są zdrowi. A ja? ...