Skrzyczne w pierwszym śniegu
Okazjonalnie wybraliśmy się do Szczyrku, ot, odwiedziny u znajomych. W planach, poza siedzeniem przy kominku i sączeniu grzanego wina, był też spacer. Okazało się, że to będzie pierwszy "zimowy", bo w nocy przyprószyło śniegiem. Dodatkowa atrakcja!
Szliśmy na Skrzyczne, bo tuż pod nią mieliśmy naszą miejscówkę. Początkowo drogami technicznymi, przez las, dochodzimy do Polany Jaworzyny i odtąd już niebieskim szlakiem na szczyt. Bardzo przyjemnie, rozmawiając, podziwiając oprószony las. Miejscami ślisko na szlaku, ludzi trochę idzie. A im wyżej tym chłodniej, pochmurno i mgliście.
Do schroniska dochodzimy lekko zmarznięci, na szczęście jest jeszcze grzane wino aby się rozgrzać. Niestety, schronisko tylko serwuje "z okienka" i można przysiąść na chwilę pod wiatą, ale po dłuższym czasie robi się zimno i trzeba ruszać z powrotem. Aby się rozgrzać gramy w berka, goniąc się ruszamy w stronę Hali Skrzyczeńskiej trasą narciarską, wśród armatek produkujących śnieg. Dziarsko schodzimy w dół, choć muszę przyznać że zejście trasą nie jest takie łatwe, chwilami ślisko, chwilami stromo, kamienie, trzeba uważać. Ale jest wesoło.
Dochodzimy do Cyrnej - poznaję to miejsce! Tu uczyłam się ponad 16lat temu jeździć na nartach!
Teraz już tylko kilkanaście minut drogą i jesteśmy z powrotem przed kominkiem z kubkiem gorącej herbaty.
Kolejny udany dzień, kolejny bardzo przyjemny beskidzki spacer.