Beskid Żywiecki, Krawców Wierch, Przełęcz Bory Orawskie
Jak co miesiąc spacer w górskim plenerze. A dodatkowo poszukiwanie oznak wiosny.
Moja współwędrowczyni B. była tydzień wcześniej na Rysiance, gdzie krokusów najwięcej. Więc dla odmiany wybrałyśmy Krawców Wierch.
Zapowiadali gorący weekend, ale sobotni poranek zaczął się chmurami i lekkim deszczem - ostatecznie cały dzień był pochmurny, trochę wietrzny; zdecydowanie liczyłyśmy na lepszą pogodę.
Szlak niebieski że Złatnej prowadzi początkowo asfaltowa drogą wzdłuż potoku Straceniec. Bardzo tu urokliwie, wodne kaskady szumią, towarzyszą śpiewowi ptaków. A wokół wiosenne kwiaty, zawilce, pierwiosnki, kaczeńce.
Wyżej, w lesie idąc i zapiąć pod górę, zachwycamy się fioletowymi kobiercami - to Żywiec dziewięciolistny.
Kiedy wychodzimy na polanę że bacówką widoki dodają nam euforii - są krokusy! I piękne panoramy do podziwiania. Więc siadamy na powietrzu i rozkoszujemy się chwilą.
...Ale pogoda nie jest tak dobra jak zakładaliśmy, wieje, pokrapuje...
...Ale błoto na szlaku niebieskim wiodącym w stronę Przełęczy Bory Orawskie, nas irytuje bo ciągle trzeba przeskakiwać i patrzeć pod nogi...
...Ale forma dziś słaba u mnie, ja niewyspana, odcisk na stopie się robi. I godzina już południowa...
Więc na Przełęczy skręcamy na żółty szlak, który stromo prowadzi nas w dół. Łącząc się z czarnym szlakiem staje się szeroki i łagodny, idzie się dobrze, płynnie przechodzi w asfalt prowadzący do ruin huty. Stąd czeka nas jeszcze marsz asfaltem do parkingu, gdzie zostawiłyśmy samochód.
Dobry spacer, choć pochmurność i błotko utrudniały radość wędrówki. Ale najważniejsze, że spełnienie osiągnięte, przyjemne ciepełko w sercu.
Cała trasa wg. www.mapy.cz wyglądała tak.