Tatry Słowackie. Popradskie Pleso.

 Sobotni dzień też zaplanowano spacerowo. Tym razem ruszamy ze Strebskiego Plesa czerwonym szlakiem w stronę Popradskiego Plesa. Szłyśmy tędy kilka lat temu na Rysy. Pogoda cudna, choć gorąco. I ludzi dużo. Ale widoki fanastyczne.

W przyjemny i niezbyt męczący sposób dochodzimy do Jeziora. Jak tu jest cudownie!! Magiczna zieleń wody odbijającej błękit nieba.  A pomiędzy zieleń i szarość skał.
Robimy sobie przerwę na tarasie i rozkoszujemy się panoramą gór, oraz pysznym jedzeniem (pampuchy z masłem i makiem rewelacja!). Rozleniwieni dobrym jedzeniem i prażącym słońcem, w końcu powoli ruszamy wzdłuż jeziora żółtym szlakiem - tu też rozciągają się piękne widoki.


Żółty szlak prowadzi do miejsca poświęconego pamięci taterników którzy stracili życie w górach, taki symboliczny cmentarzyk. Jest tu niesamowicie, począwszy od malowanych krzyży rozstawionych na zboczu, po liczne tabliczki, w tym Kukuczki, Rutkowskiej, Tekieli, "Mai"- i wielu innych zasłużonych przez wieki Ludzi Gór.


Po tym spacerze pełnym melancholii schodzimy z powrotem zielonym, a potem znowu czerwonym szlakiem do Strbskiego Plesa.

Na koniec jeszcze spacer wzdłuż jeziora - tu też całkiem ładne widoki. 
 

Ten spacer wyglądał tak (za: https://mapa-turystyczna.pl).


Bonus: po naszej wyprawie przenosimy się na polską stronę, ostatnią noc weekendu spędzamy w Schronisku Głodówka.
Tu mamy przyjemność najpierw podziwiać panoramę Tatr o zachodzie słońca. A potem wschód słońca - wyjątkowy, bo świętujący urodziny naszej koleżanki.



To był bardzo przyjemny weekend w Tatrach - inaczej się nie da jeśli są góry (hihi). Choć nie było zbyt dużo wędrowania i czuję niedosyt zdobywcy, to całościowo było bardzo malowniczo, wesoło i przyjemnie. Idealnie.

p.s. A do Głodówki wrócę najprawdopodobniej jeszcze w tym roku, na Sylwestra (trzeciego z rzędu).