Beskid Śląski. Błatnia

Tegoroczną majówkę spędzam stacjonarnie, w domu. A że na pierwsze dwa dni zapowiedziano piękną pogodę, postanowiłam wykorzystać ją na spacer w góry. Tak, spacer - spokojny i krótki. Solo, by się wyciszyć, pobyć ze sobą, zobaczyć czy się lubię. Bo tego potrzebowałam. Wybrałam Błatnią z dwóch powodów. Pierwszy, najważniejszy, to że trasa i sam szczyt pozwalają na podziwiania pięknych panoram.

Ruszam wcześnie rano, obudzona naturalnym zegarem wewnętrznym. I bardzo się z tego cieszę, bo mogę w pełni wysłuchać leśnego koncertu na tysiące ptasich gardeł.

Na szlak wyruszam z Jaworza Nałęża, spod kapliczki na końcu osady. Tuż obok czerwony szlak prowadzi mnie pod górę, ale tak spokojnie, dobrze mi się idzie. Chłonę zieleń lasu i świergot ptaków, aż mi wyrastają skrzydła radości od tego!


Wybrałam tą trasę, bo prowadzi grzbietem pasma, i liczyłam na widoki. I nie zawiodłam się. Idzie się "samo", nie trzeba nawet o tym myśleć. A widoki są piękne. Zestawienie soczystej zieleni, śpiewu ptaków, ciepła słońca i błękitu nieba z białymi chmurkami daje mi ogromną, OGROMNĄ energię - i tak przez całą trasę. To, jak przyroda się budzi i rozwija bardzo mnie porusza i wypełnia szczęściem. To obietnica na lepsze.

Na szlaku jest pusto! Idę prawie całą drogę sama, dopiero bliżej Rancza Błatnia robi się tłoczniej. Mam czas na myślenie, bycie tu i teraz, zachwycanie się wszytkim wokół, dostrzeganiem rzeczy. Bardzo mi dobrze tu.

Przy Schronisku Błatnia już ruch i gwar, mijam i idę na szczyt. Stoi tu tron, taki jak na Klimczoku. 

A widok na pasmo Skrzycznego i okolicę - fantastyczny!

Chwilę leżę, rozkoszując się tym miejscem. Jest mi błogo i bardzo radośnie. To chwila szczęśliwości.
Potem dochodzą do mnie Siostra i Siostrzenica z mężami - to powód numer dwa, dlaczego wybrałam Błatnią - dzień wcześniej rozmawialiśmy że oboje mamy w planach ten sam beskidzki szczyt. Razem wracamy do schroniska na przerwę wędrowaniu - fajnie tak się spotkać na chwilę.

W dalszą drogę ruszam szlakiem żółtym w kierunku Jaworza. Idzie nim sporo ludzi, większość pod górę. Potem skręcam w lewo w dół na ścieżkę dydaktyczną drwali (skośne zielono-białe oznakowania- na mapie jest oznakowany szlak niebieski ale w terenie nie ma tych oznaczeń). I tu znowu pusto, prawie bezludnie. Trasa wiedzie drogą pożarową nr 40, która trawersuje zbocze więc idzie się po niej bardzo przyjemnie - a do tego jest bardzo widokowa!

Dalej szlak zmienia się w leśną sieżkę, co dodaje uroku temu spacerowi.Spokojnie schodzę do samego dołu, z powrotem aż do parkingu.

To była bardzo dobra wycieczka. Chyba jeszcze bardziej mnie cieszy, że się na nią zdecydowałam i pojachałam sama - miałam okazję być sama ze sobą, rozmawiać i poznawać swoje uczucia. Ale też być "tu i teraz", taki mindfullness. Pogoda i przyroda spisały się dzisiaj na medal, dały mnóstwo bodźców, wprawiły mnie w świetny nastrój, wzmocniły. Jestem za to bardzo wdzięczna.

Poniżej, jak zawsze, trasa mojej wycieczki wytyczona na https://mapa-turystyczna.pl. Ogólnie muszę stwierdzić, że to była jedna z ładniejszych tras - widokowo świetnie, trudność niska