Maj - podsumowanie

Zaczęło się zaraz po majówce - matury. Bardzo się denerwowałam przed, nie wiedziałam jak syn to zniesie. Starałam się nie dokładać mu stresu, ale czuwać i być blisko, jeśli mnie potrzeba. A równocześnie dawać mu do zrozumienia, że matura to poważna rzecz. Jak mi wyszło? Tylko on może ocenić. Po pierwszym dniu stres lekko opadł ale wciąż było napięcie. Wciąż znaki zapytania, bo wyniki dopiero w lipcu. Ale większość powinna być ok. Trzymam kciuki. I jakby nie było, dumna jestem z mego syna.

Pogodowo maj nie był zbyt dobry - zimno, deszczowo. Ale udało się rozpocząć sezon balkonowy, choć pogoda nie rozpieszczała. Przynajmniej miałam poczucie, że lepsze dni nadchodzą - i byłam na nie gotowa.

 Każdy dzień dobrej pogody starałam się wykorzystać aktywnie i być blisko natury, która ma dla mnie terapeutyczny wpływ. Więc spacery, bieganie, rower wśród sosnowieckich lasów, łąk i zbiorników wodnych. Przyroda się budziła, dawała nadzieję.


Były też majowe uroczystości - urodziny syna, Dzień Matki. Pojedyncze chwile tak cenne, choć trochę podszyte smutkiem i goryczą. Nie jest łatwo przeżywać swoje życie...