Beskid Śląski. Od Szarculi do Przysłopu pod Baranią Górą
Niedziela nie zapowiadała się dobrze pogodowo, ale i tak postanowiłyśmy się wybrać na spacer w góry. Celowo piszę "spacer" bo byłam zmęczona psychicznie i fizycznie, i chciałam krótką, niezbyt wymagającą trasę. Padło na Wisłę.
Z parkingu pod Szarculą ruszamy w szary poranek, czerwonym szlakiem. Początkowa część trasy to błoto, grząski grunt, gleba jak gąbka. Lawirujemy między drzewami i krzakami, aby dojść suchą stopą. Na szczęście nie pada deszcz, jest w dosyć ciepło. Na Stecówce robimy małą przerwę - kościół pamiętałam dobrze, jeszcze ze studenckich czasów.
Idziemy dalej czerwonym szlakiem, na szczęście jest już suchszy; w pewnym miejscu schodzimy na asfaltową drogę, gdzie towarzyszy nam szemrząca Czarna Wisełka. Ale za chwilę szlak pnie się znowu przez las - im wyżej wychodzimy, tym bardziej robi się mgliście, magicznie. I tak dochodzimy aż do Schroniska na Przysłopie pod Baranią Górą.
Schronisko to cel naszej wędrówki, więc siadamy w cieple, sączymy kawę i rozmowę. Jest miło.
Ruszamy po dobrej godzinie. Tym razem szlakiem niebieskim i zielonym, aby sobie urozmaicić wędrówkę.
Tuż za schroniskiem piękna kapliczka. I muzeum PTTK - urocze ze swymi żółtymi okiennicami i drzwiami, ale niestety zamknięte.











