Beskid Śląski. Od Szarculi do Przysłopu pod Baranią Górą

 Niedziela nie zapowiadała się dobrze pogodowo, ale i tak postanowiłyśmy się wybrać na spacer w góry. Celowo piszę "spacer" bo byłam zmęczona psychicznie i fizycznie, i chciałam krótką, niezbyt wymagającą trasę. Padło na Wisłę.

Z parkingu pod Szarculą ruszamy w szary poranek, czerwonym szlakiem. Początkowa część trasy to błoto, grząski grunt, gleba jak gąbka. Lawirujemy między drzewami i krzakami, aby dojść suchą stopą. Na szczęście nie pada deszcz, jest w dosyć ciepło. Na Stecówce robimy małą przerwę - kościół pamiętałam dobrze, jeszcze ze studenckich czasów.

Idziemy dalej czerwonym szlakiem, na szczęście jest już suchszy; w pewnym miejscu schodzimy na asfaltową drogę, gdzie towarzyszy nam szemrząca Czarna Wisełka. Ale za chwilę szlak pnie się znowu przez las - im wyżej wychodzimy, tym bardziej robi się mgliście, magicznie. I tak dochodzimy aż do Schroniska na Przysłopie pod Baranią Górą.

Schronisko to cel naszej wędrówki, więc siadamy w cieple, sączymy kawę i rozmowę. Jest miło. 

Ruszamy po dobrej godzinie. Tym razem szlakiem niebieskim i zielonym, aby sobie urozmaicić wędrówkę.

Tuż za schroniskiem piękna kapliczka. I muzeum PTTK - urocze ze swymi żółtymi okiennicami i drzwiami, ale niestety zamknięte.


Dalej idziemy spokojnie, lekko, szybko. Niebo się trochę przetarło, gdzieniegdzie widać jakieś widoczki. Szlak jest bardzo przyjemny, spacerowy. Na Rozstajach pod Królówką wybieramy czarny szlak na dalszą wędrówkę, a potem czerwony (od skrzyżowania do Buka) prowadzi nas z powrotem na Stecówkę. Tu wybieramy drogę asfaltowę aby ominąć błotko. Nawet się nie obejrzymy, już jesteśmy z powrotem na parkingu. 


Wycieczka bardzo przyjemna, taka jak chciałam, nie mecząca fizycznie, dająca wypoczynek. Trasa wręcz spacerowa, ale zaliczam ją do "górskich" wędrówek. Brakło trochę pogody i widoków, ale cóź - jesienna pogoda ma swoje prawa.

Trasa wg. https://mapa-turystyczna.pl wyglądała tak: