Kraków. Muzeum Manghha
Miałam ochotę na dzień wolnego i wyrwanie się gdzieś. Udało mi się namówić Syna na wypad do Krakówa - coś zjeść i zobaczyć muzeum Manghha. Liczyłam na lazy day, było gorąco, duszno, letnie burze krążyły w powietrzu.
W południe (czyli jak mój Syn zjadł śniadanie!) jedziemy do Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manghha.
Trochę się rozczarowuję, bo nie doczytałam, że interesujące mnie wystawy zaczynają się dopiero w przyszłym tygodniu (moje niedpoatrzenie). Ale jak już jesteśmy, to idziemy na wystwę "Japanese Design Today 100" . Myslałam, że będzie ciekawsza szczerze mówiąc. Eksponaty podzielone tematycznie, część z nich to produkty codziennego użytku, wywodzące się z Japonii - jak na przykład buteleczka sosu sojowego Kikkoman, czy japońskie rozwiązania transportowe (pociąg), lub też techniczne (przerzutki rowerowe). Niektóre rzeczy były fajne, ale tych co się na prawdę przyciągnęły moją uwagę było niewiele; nie do końca rozumiałam przesłanie tej wystawy. No bo czy można podziwiać sedes? Inne przedmioty użytkowe wydały mi się ciekawsze, albo chociaż ciekawie zaprezentowane.










