Na Baranią Górę malinowym szlakiem
Niedziela upalna, słoneczna, choć w prognozach burzowa. Zamiast wybrać się nad wodę i chłodzić w cieniu ja z koleżanką fundujemy sobie "spacer" na Baranią Górę. Wybieramy trasę z Węgierskiej Górki bo bardziej malownicza i mniej tuptania asfaltem; długość 26km ale dla nas to wydaje się ok. Od samego początku towarzyszy nam słońce, gorący żar lejący się na nasze plecy i zmieniający się błyskawicznie w kropelki potu. Jak zawsze początek szlaku (idziemy czerwonym) to mozolne zdobywanie wysokości, w tych tropikalnych warunkach jest to bardzo męczące ale się nie poddajemy - woda w plecaku znika szybko a my idziemy dalej i dalej. Od początku towarzyszą nam też malinowe przystanki - dzikie krzaczki mają tyle owoców że nie da się nie zatrzymać, choć zrywamy tylko te blisko ścieżki (później dostaniemy ostrzeżenie o żmijach). Słodkie, ciepłe, soczyste. Pychotka. Tak od krzaczka do krzaczka dobrze się idzie - w sumie cały dzień podjadamy, jak nie maliny to jeżyny jak tylko któ...