KPG - Rudawy Janowickie, Skalnik 945m n.p.m.

Wypad w Sudety planowałam z koleżankami od wiosny, ale wciąż był problem z terminie. Ostatecznie udało się w ostatni weekend wakacji. A ja marzyłam o wejściu na Śnieżkę już od dawna - to miejsce kojarzy mi się z cudownym czasem, wycieczką klasową z liceum, jednym z najlepszych okresów mojego życia.
A że teraz zdobywam mozolnie szczyty do Korony, postanowiłyśmy to połączyć i trochę pochodzić i "pozaliczać".
Plan był taki: Skalnik, Śnieżka, Waligóra i Chełmiec w 3 dni.
Więc w piątek wyjeżdżamy w południe i kierujemy się najpierw do miejscowości Czarnów. Dojeżdżając witają nas piękne popołudniowe widoki.


Zabawna sytuacja, kiedy pytam o drogę grzybiarzy, ubrana w spódniczkę i złote sandałki pytam "gdzie jesteśmy bo my chciałyśmy na Skalnik". Mina pana bezcenna, wahanie w głosie, że późno (17sta) i że w lesie ciemno... hahah, pewnie cały wieczór się zastanawiał czy przeżyłam! No ale serio, 17:30 ruszamy z mini parkingu przy Agroturystyce Czartak, przebrane w sportowe stroje, zwarte i gotowe, choć to tylko 45min niebieskim szlakiem w górę. Wita nas las przejrzysty, z miękką ściółką. I grzybkami. Nie byle jakimi - prawdziwki! Niestety, do domu mamy daleko, wracamy za 2 dni a w pensjonacie do którego zmierzamy nie ma warunków na gotowanie, więc nie zbieramy tych cudów - choć serce boli je tak zostawiać same w lesie...


Trasa w górę idzie szybko, może to dzięki grzybom po drodze? Docieramy na rozdroże pod Ostrą Małą, robimy mały rekonesans pobliskich skałek i powolutku ruszamy dalej, niebieskim szlakiem na szczyt. Nota bene, dobre oznakowania, bo poza tradycyjnymi znakami turystycznymi, są tu jeszcze oznaczenia Kowarskich Tras dla Aktywnych, bardzo fajne i czytelne.


To tylko parę kroków i jesteśmy. Fotki, łyk wody, i zawracamy, bo widoki tu marne, gdzieniegdzie tylko między drzewami można dojrzeć uroczą panoramę.



Jest dość wcześnie (jasno jeszcze) więc postanawiamy wrócić żółtym szlakiem, a potem skrócić trasę leśną drogą.
I tu okazuje się, że nie schodzimy ze Skalnika tylko z... Grzybnika!!
po przejściu kilku grzybków z myślą "zmarnują się jak je zerwiemy", nasza silna wola się poddaje - wyciągamy woreczek (zawsze mam na wszelki wypadek na śmieci itp) i zbieramy urocze prawdziwki. Ledwo uchodzimy połowę trasy a reklamówka pełna, jeszcze po dwa grzyby w dłoni - więcej nie damy rady, trudno...

Ale to nie koniec, tu zaczyna się dramat grzybiarza...
Za przełęczą pod Bobrzakiem skręcamy w leśną drogę, szeroką choć chyba nie jeżdżoną za często.
A na poboczu - chmara rydzów!! Początkowo nie mogę uwierzyć, potem prawie płaczę, bo nie dość, że nie mamy ich do czego zebrać, to jeszcze nie będzie ich gdzie przyrządzić.... Tylko 3-4 sztuki, tak na smaczek zabieramy, reszta zostaje.


Schodzimy z powrotem na parking i ruszamy do Karpacza, to tylko 30 minut jazdy. Wieczór spędzamy sącząc prosecco i czyszcząc nasze grzybki, nawlekając je na nitki do suszenia. 
Trasa na Skalnik spacerowa, bez przeszkód pokona ją dziecko, zarówno szlakiem niebieskim jak i żółtym (ze skrótem). Dla nas będzie zapamiętana dzięki grzybobraniu.