Tatry - Białe Czerwone Wierchy

Nie mogę powiedzieć, że szczęście mi nie sprzyja. Bo kto by się spodziewał, że po czterech dniach paskudnej pogody i opadów śniegu, trafimy na pogodę "żyletę"? Ale po kolei... 
Wypad na Czerwone Wierchy zrodził się gdzieś spontanicznie, już podczas czerwcowego wypadu na Rysy padło "fajnie by było", ale potem temat umarł. Wypłynął może z miesiąc temu, że trzeba jechać. Więc jedziemy, mimo że na szczytach śnieg i widoczność bardzo słaba.
Na szczęście poranek wita nas radośnie rześkim powietrzem i zapowiedzią dobrego dnia. Trasa następująca: z Doliny Kościeliskiej czarnym szlakiem do Doliny Małej Łąki, a stamtąd  przez Przełęcz Kondracką na Czerwone Wierchy. Zejście do schroniska na hali Ornak.
Bezchmurne niebo, jak tylko zaczyna się lekko w górę piąć szlak to robi nam się gorąco. A w tle już majaczą przyprószone szczyty, dodaje nam to energii!


 Dolina Małej Łąki urocza i malownicza, cisza i spokój. Za nią zaczyna się już podejście i zdobywanie kolejnych metrów wysokości. Aby złapać oddech zatrzymuję się i podziwiam widoki. Las przechodzi w kosodrzewinę, gdzieniegdzie w zacienieniu leży śnieg. Patrząc do góry na krzyż na Giewoncie myślę o ostatniej tragedii...


Na przełęczy jestem happy bo najgorsza wspinaczka już za mną, tak myślę. Giewont w cudnych jesiennych kolorach, a jak popatrzę w drugą stronę  - białe grzbiety. a pomiędzy piękne Tatry Wysokie.


Szlak na Kopę Kondracką prowadzi w śniegu, miękkim i topiącym się w słońcu. Gdy już dochodzę do szczytu witają mnie kolorowe paralotnie. Pierwszy szczyt zdobyty daje największy zastrzyk endorfin, więc fotografuję każdą panoramę, podziwiam każdy widok. Jest cudownie.



Idę dalej, teraz już łatwiej, bo zejścia i podejścia niewielkie. Za każdym razem inne widoki, wszystkie zachwycające. Ludzi jest nie za dużo, pogoda idealna, widoczność świetna, idzie mi się bardzo dobrze, serce rośnie.




Z Ciemniaka schodzę z lekkim żalem, że trzeba w dół teraz... od Chudej Przełączki widoki na zielonym szlaku się zmieniają na letnio-jesienne, piękna dolina przed nami. Schodzenie mi się dłuży, nie ukrywam, ale nie ma wyjścia, jak się wlazło to trzeba zejść.


W schronisku robimy krótką przerwę, grupa nam się rozdzieliła więc nie siedzimy za długo. De facto dolinę przechodzimy już przy zapadającym zmroku choć jest 18:00-19:00, ale po płaskim idzie się dobrze..
To była wspaniała wycieczka, pełna wrażeń, pięknych widoków, wspaniałych wspomnień